Zapiski pod wieloma względami emigranta
Blog > Komentarze do wpisu
Kuźnia Aguiler
Wczoraj znowu byłem na Kuźni Talentów. Lubię tę imprezę, nie dlatego, że mi się podoba, raczej wywołuje wspomnienia. Dzieciństwo, imprezy dla dzieci i młodzieży w Domu Kultury w małym miasteczku. Klony grupy Gawęda w kolorowych szmatkach na scenie. Pamiętam, że już w wieku dziesięciu lat wierciłem się z zażenowania, patrząc na te wszystkie występy :)

Wczoraj też się wierciłem, jeszcze jak. Atmosfera szkolnej akademii ku czci, panienki w czarnych miniówkach, wysokie obcasy i białe bluzki. Wszystko takie grzeczne i miłe, dozwolone od lat 3. A potem wychodzi jakiś klon Aguilery i zaczyna wyć, wykonując seksowne ruchy. Dobre polskie rodziny klaszczą. Te same rodziny, które oburzają się, że na festiwalu polskich filmów w Monachium (www.cinepol.de) pokazuje się antypolskie filmy o nastoletnich matkach albo o gejach. Bo wstyd coś takiego Niemcom pokazywać, co sobie o nas pomyślą. Jednak tu nie przeszkadza im, że amerykanizacja, tani seksapil itp. itd. Kupy się nie trzyma.

Mnie przeszkadzało, bo za Aguilerą nie przepadam i przyszedłem posłuchać czegoś po polsku. Ale na szczęście były jasne punkty. Zespół tańca Aluzja z Gorzowa zaskoczył mnie świetną, nowoczesną choreografią i profesjonalnym wykonaniem. Wróżę dziewczynom duże szanse na karierę w dorosłym życiu. I jeszcze Paulina Wróblewska, trochę inaczej, trochę subtelniej, powiew świeżości po zalewie taniej komercji.

Niestety, na zakończenie koncertu totalna katastrofa. Na scenę wychodzi jakiś facet i zaczyna kręcić tyłkiem, śpiewając hit disco polo "Ona tańczy dla mnie". Gdyby śpiewał "On tańczy dla mnie", to wszyscy wygwizdaliby go jako przegiętą ciotę i kuzyna Biedronia (przypominam, chodzi o wywijanie tyłkiem). A tak cała publiczność ożywa, klaszcze i również tańczy, siedząc w fotelach. Na koniec już nie mogą wysiedzieć i mamy owacje na stojąco, bo facet nie dość, że tańczy i śpiewa, to jeszcze niedawno się ożenił i żona jest na sali. Rodzina, miłość, biesiada, wszystko to porywa naszą publiczność. Facet jest jednoznacznie bohaterem wieczoru. Brawo, brawo.

W drodze do metra mijam trzy panie, jedna mówi: "Muzyka to jest coś pięknego, coś, co człowiek tworzy z łaski Bożej. Taniec, malarstwo...". Mijam je szybko, żeby nie usłyszały, jak się krztuszę.




poniedziałek, 17 listopada 2014, ticotico

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Deszczowa, *.dip0.t-ipconnect.de
2014/11/28 16:58:06
Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga. Mieszkam w Monachium od ok 5 miesięcy, dzięki Tobie dowiedziałam się o paru ciekawych miejscach, wydarzeniach na których nie może mnie zabraknąć :) Jestem nie ujawnioną biseksualistką. Nie boję się reakcji rodziny ale znajomych i nauczycielki niemieckiego ze względu na to, że są to osoby w tej kwestii bardzo nietolerancyjne. Ale dzięki Tobie nabrałam odwagi do zmiany :) Proszę rób dalej to co robisz, bardzo dobrze czyta się twoje teksty a i chyba Ty dobrze się czujesz pisząc, prawda? :)
-
2014/11/29 04:34:59
Hej, bardzo się cieszę, że Ci się podoba! Jeśli jeszcze zdążysz, to zapraszam na festiwal polskich filmów Cinepol, www.cinepol.de! Albo kiedyś można się spotkać na kawę... Pozdrawiam!