Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
sobota, 20 grudnia 2014
Trzecia porażka związków partnerskich czyli o kampanii nienawiści
Biedroń wyjechał do Słupska i jeździ autobusem. Ma szczęście, nie był przy tym, jak nasz kochany sejm znowu odrzucił projekt ustawy o związkach partnerskich. Już trzecia próba spaliła na panewce.

Dla ciekawych: tutaj indywidualny wynik głosowania, rozpisany na nazwiska i partie. Jak widać, tylko 2/3 PO głosowało za. Partia liberalna? Hmm. Raczej nie są naszymi przyjaciółmi. Z ciekawostek: za projektem głosował znany gejożerca pan Stefan Niesiołowski. Czyżby natchnął go duch Świąt?

Dla porównania, jak w Niemczech? Są związki partnerskie, owszem, są już od 2001, ale do równouprawnienia jeszcze im trochę brakuje, np. prawa do wspólnych rozliczeń podatkowych (wprawdzie niby jest, ale jednak w praktyce nie ma). Za to w tym tygodniu wreszcie pierwszy krok w sprawie dzieci w tęczowych rodzinach.

O-o. Napisałem o adopcji dzieci przez gejów? Już czekam na pełne nienawiści komentarze. Ale w sumie się nie dziwię. Kampania nienawiści trwa, napędzana i finansowana przez naszą prawicę, tak pełną miłości bliźniego (czyt. miłości do brata bliźniaka). Przykład na nagonkę? Szukając linków trafiłem na serię artykułów, o tym jak dwóch facetów adoptowało chłopca, żeby go wykorzystywać seksualnie. Donosi o tym Fakt i Wprost i reszta naszej prawicowej prasy.

Nie zrozumcie mnie źle. Zdarzenie jest potworne. Jeszcze mi niedobrze, jak o nim myślę.

Ale jest to przykład ohydnej, bezwględnie prowadzonej kampanii nienawiści. W artykule pojęcia "gej", "pedofil" i "gwałciciel" używane są jako synonimy. Po co? Oczywiście, chce się w ten sposób zgnoić gejów, lesbijki i wszystkich odmieńców, żeby wreszcie zamknęli mordy. Trzeba przeciwnika sprowadzić do poziomu potwora i przestępcy i wtedy można mu odmówić wszelkich praw. Ew. wspaniałomyślnie zgodzić się na prawo do życia, byle w ukryciu. Bo przecież gdyby geje dorwali się do związków i zaczeli adoptować dzieci, to tylko po to, żeby te dzieci gwałcić.

Dziwne tylko, że jak dotąd tak mało jest gejów z dziećmi, a przypadków wykorzystywania wychodzi na światło dzienne coraz więcej. Dlaczego? Ano dlatego, moi drodzy, że dzieci są wykorzystywane w rodzinach HETEROSEKSUALNYCH. Wystarczy popatrzeć na statystyki, np. tutaj. Najczęstszym sprawcą jest brat albo brat przyrodni, potem ojciec, wujek albo ojczym.

W świetle tych statystyk należałoby dla dobra dzieci zlikwidować świętą instytucję małżeństwa. Ale czy chodzi o dobro dzieci? Chodzi o to, żeby nie myśleć za dużo, bo od tego głowa nas boli. Jak coś jest nowe i nam się nie podoba, to najlepiej pokazać palcem na innych, powołać się na artykuł z Faktu i w pełnym zadowoleniu usiąść do tradycyjnej (a jakże!) Wigilii. Wesołych Świąt.
środa, 10 grudnia 2014
Brawo Biedroń czyli na wschodzie zmiany
Znajoma udziela się przy organizacji festiwalu polskich filmów w Monachium Cinepol. Na jednej z imprez polonijnych roznosiła ulotki zapraszające na festiwal i usłyszała od starszego pana, siwego jak gołąbek:

- Wie pani, kto organizuje ten festiwal? Państwo? To niech mi pani powie, czemu wy pokazujecie takie antypolskie filmy? Myśmy byli w zeszłym roku i to wstyd coś takiego za granicą pokazywać, przecież to też Niemcy oglądają. Jak ja wyjeżdżałem z Polski 25 lat temu, to takich rzeczy w Polsce nie było...

Znajoma nie wypytywała dokładnie, o jakie rzeczy chodziło, ale podejrzewa, że pan miał na myśli film o miłości dwóch chłopaków ("Płynące wieżowce"), o nastoletniej matce ("Bejbi Blues") i o księdzu-geju ("W imię..."). W tym roku były podobne głosy na temat "Papuszy", bo film niby z Polski, ale przecież nie nasz, bo o Cyganach.

A tymczasem wygląda na to, że w Polsce coś się jednak zmieniło przez ostatnie 25 lat. Po sensacji w 2011, kiedy do parlamentu weszli Grodzka i Biedroń, w tym roku kolejny przełom. Kiedy opowiadali mi o tym rodzice, nie mogłem uwierzyć. A jednak: Robert Biedroń został burmistrzem Słupska, miasta liczącego bądź co bądź 90 tysięcy. Głosowało na niego 57% wyborców. Gratulacje dla nowego burmistrza i dla wyborców!

Co mi się najbardziej podoba w całej historii -- wygląda, że orientacja Biedronia po prostu nie miała znaczenia. Ludzie wybrali faceta, który obiecał do ratusza jeździć na rowerze, bo mieli dosyć gości traktujących miasto jak swoją własność. I co z tego, że facet jest gejem... Ach, upragniony powiew normalności!
sobota, 29 listopada 2014
Cinepol, Cinepol !!!
Mocno, mocno to spóźnione, ale w końcu lepiej późno niż wcale:

Cinepol nr 4

Do niedzieli trwa jeszcze 4-ty Festiwal Filmu Polskiego w Monachium "Cinepol" (program na www.cinepol.de). Filmy, muzyka, fajni ludzie i spotkania z reżyserami (w niedzielę w południe brunch z Zanussim!). Aha, i jeszcze kubki z psem Jurkiem i grzane wino za jedyne 3,50 :)

Mały konkurs: Kto mnie na festiwalu rozpozna i zagadnie hasłem "ticotico", dostaje festiwalowy cocktail :) Do zobaczenia! :)
poniedziałek, 17 listopada 2014
Kuźnia Aguiler
Wczoraj znowu byłem na Kuźni Talentów. Lubię tę imprezę, nie dlatego, że mi się podoba, raczej wywołuje wspomnienia. Dzieciństwo, imprezy dla dzieci i młodzieży w Domu Kultury w małym miasteczku. Klony grupy Gawęda w kolorowych szmatkach na scenie. Pamiętam, że już w wieku dziesięciu lat wierciłem się z zażenowania, patrząc na te wszystkie występy :)

Wczoraj też się wierciłem, jeszcze jak. Atmosfera szkolnej akademii ku czci, panienki w czarnych miniówkach, wysokie obcasy i białe bluzki. Wszystko takie grzeczne i miłe, dozwolone od lat 3. A potem wychodzi jakiś klon Aguilery i zaczyna wyć, wykonując seksowne ruchy. Dobre polskie rodziny klaszczą. Te same rodziny, które oburzają się, że na festiwalu polskich filmów w Monachium (www.cinepol.de) pokazuje się antypolskie filmy o nastoletnich matkach albo o gejach. Bo wstyd coś takiego Niemcom pokazywać, co sobie o nas pomyślą. Jednak tu nie przeszkadza im, że amerykanizacja, tani seksapil itp. itd. Kupy się nie trzyma.

Mnie przeszkadzało, bo za Aguilerą nie przepadam i przyszedłem posłuchać czegoś po polsku. Ale na szczęście były jasne punkty. Zespół tańca Aluzja z Gorzowa zaskoczył mnie świetną, nowoczesną choreografią i profesjonalnym wykonaniem. Wróżę dziewczynom duże szanse na karierę w dorosłym życiu. I jeszcze Paulina Wróblewska, trochę inaczej, trochę subtelniej, powiew świeżości po zalewie taniej komercji.

Niestety, na zakończenie koncertu totalna katastrofa. Na scenę wychodzi jakiś facet i zaczyna kręcić tyłkiem, śpiewając hit disco polo "Ona tańczy dla mnie". Gdyby śpiewał "On tańczy dla mnie", to wszyscy wygwizdaliby go jako przegiętą ciotę i kuzyna Biedronia (przypominam, chodzi o wywijanie tyłkiem). A tak cała publiczność ożywa, klaszcze i również tańczy, siedząc w fotelach. Na koniec już nie mogą wysiedzieć i mamy owacje na stojąco, bo facet nie dość, że tańczy i śpiewa, to jeszcze niedawno się ożenił i żona jest na sali. Rodzina, miłość, biesiada, wszystko to porywa naszą publiczność. Facet jest jednoznacznie bohaterem wieczoru. Brawo, brawo.

W drodze do metra mijam trzy panie, jedna mówi: "Muzyka to jest coś pięknego, coś, co człowiek tworzy z łaski Bożej. Taniec, malarstwo...". Mijam je szybko, żeby nie usłyszały, jak się krztuszę.




sobota, 04 października 2014
Poranne oblężenie Wiesn
Monachium, sobota rano, godzina 8:30. Kolejne metro podjeżdża na Theresienwiese, pełne chłopaków w skórzanych spodenkach żujacych bułki z salami i rozgdakanych dziewczyn w sukienkach z fartuszkiem. Trzeba wcześnie wstać, żeby dostać się do namiotu w przedostatni dzień Oktoberfestu.
piątek, 05 września 2014
Przyjaciele
W niemieckiej telewizji śniadaniowej wyniki ankiety:

Pyt. 1: czy Rosja zagraża krajom bałtyckim i Polsce?
Większość: tak

Pyt. 2: czy NATO powinno się w tych krajach bardziej zaangażować?
Większość: NIE

...

Jak to było? Pamiętam z podstawówki:


Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie;
Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie.
Tam żył Mieszek, kum Leszka, i kum Mieszka Leszek.
Z tych, co to: gdzie ty, tam ja, - co moje, to twoje.
Mówiono o nich. że gdy znaleźli orzeszek,
Ziarnko dzielili na dwoje;
Słowem, tacy przyjaciele,
Jakich i wtenczas liczono niewiele.
Rzekłbyś; dwójduch w jednym ciele.

O tej swojej przyjaźni raz w cieniu dąbrowy
Kiedy gadali, łącząc swojo czułe mowy
Do kukań zozul i krakań gawronich,
Alić ryknęło raptem coś koło nich.
Leszek na dąb; nuż po pniu skakać jak dzięciołek.
Mieszek tej sztuki nie umie,
Tylko wyciąga z dołu ręce: "Kumie!"
Kum już wylazł na wierzchołek.

Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,
Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.
Trafia na ciało, maca: jak trup leży;
Wącha: a z tego zapachu,
Który mógł być skutkiem strachu.
Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.
Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,
Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.

Dopieroż Mieszek odżył... "Było z tobą krucho! -
Woła kum, - szczęście, Mieszku, że cię nie zadrapał!
Ale co on tak długo tam nad tobą sapał.
Jak gdyby coś miał powiadać na ucho?"
"Powiedział mi - rzekł Mieszek - przysłowie niedźwiedzie:
Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie".


Niestety, tym razem niedźwiedź zdążył już nogę odgryźć, a Leszek dalej nic. NATO, co ty na to?


czwartek, 07 sierpnia 2014
Definicja Polaka
Przyjaciel opowiedział mi ostatnio o urlopie w Egipcie. Byli tu i tam - ale gdzie by nie byli, Egipcjanie zawsze zagadywali ich po polsku.

W końcu nie wytrzymał:
- Jak nas rozpoznajecie?
- No, to proste.
- ???
- Wyglądacie jak Rosjanie, a ubieracie się jak Niemcy.

Jagody - Post scriptum
Parę dni po wpisie o jagodach byłem w Basicu, to taki supermarket ekologiczny. I co widzę:

- żółta fasolka szparagowa
- zielona fasolka szparagowa
- dwie inne fasole
- bób (w strąkach)
- buraki

Wszystko jest. Tylko te ceny - żółta fasolka 7 euro/kg, inne fasolki i bób 4/kg. Buraczki okazja, bodajże tylko 2 euro/kg.

Jak mi się skończą zapasy z zamrażalnika, to zaszaleję i kupię.
piątek, 01 sierpnia 2014
Na jagody


Po raz pierwszy odkąd jestem w Niemczech udało mi się kupić czarne jagody. Prawdziwe jagody, a nie amerykańskie borówki. Jestem tu już długo, więc nie wierzyłem, kiedy zobaczyłem małe czarne kulki.

- Przepraszam, czy to są czarne jagody? - spytałem jak głupi.
- Tak, to jagody. Te prawdziwe. - potwierdził sprzedawca.
- Bardzo dobre są, bardzo dobre! - dodała babcia, która stała za mną w kolejce i powtórzyła to jeszcze ze cztery razy.

Jagody to w Monachium rarytas. Może bywają na Viktualienmarkt (ekskluzywny rynek w centrum), bo tam mają owoce i warzywa z całego świata, ale poza tym nima. Inne rzeczy typu emigranta sen nocy letniej, których nigdzie nie ma, a jak są, to mała kobiałka/paczuszka kosztuje tyle, co woreczek diamentów:

- żółta fasolka szparagowa
- botwinka
- korzeń chrzanu
- bób (przy okazji, nazywają go tu "Saubohnen", bo w Bawarii karmiło się tym świnie).

Kiedy kupowałem w Poznaniu 10 kilo bobu na zamówienie znajomych z M., sprzedwaczyni pokiwała głową ze zrozumieniem:

- Tak, ja wiem, rodzina z Anglii też mówi, że co jak co, ale nie ma, jak latem pójść na rynek w Polsce. Wszystko świeże, pyszne i tanie. Mówią, że strasznie nam zazdroszczą...

Ja też!

A na koniec jeszcze przedwojenny dowcip z książki do polskiego mojej siostry:

- Patrz, synku, to są czarne jagody.
- Ale one są czerwone!
- Bo są jeszcze zielone. Jak dojrzeją, będą granatowe.

poniedziałek, 14 lipca 2014
Jesteśmy mistrzem świata
Ranek po szalonej nocy. Telewizja śniadaniowa cała w piłkach. Inne tematy - szpiedzy z USA, wojna w strefie Gazy - wprawdzie też są, ale jakoś szybko znikają. Mundial na okrągło: rozpływanie się i powtarzanie bez końca fragmentów tego czy owego, wywiady, komentarze i zapowiedzi. Wszystko po to, żeby jeszcze utrzymać fantastyczny nastrój czystego szczęścia. "Jesteśmy mistrzem świata" będzie podstawą dobrego sampoczucia dla wielu przez następnych kilka tygodni. Tylko pozazdrościć.

Na dworcu w Dreźnie ostatni pijany kibic wykrzykuje jakieś hasła, powiewa flagą, a potem odśpiewuje hymn narodowy. Ogolony na zero jakoś źle mi się kojarzy. I chyba nie tylko mnie, bo kasjer w okienku się krzywi, a przechodnie patrzą spod oka.

Myślę sobie: typowy niemiecki neonazista. A potem nagle wyobrażam go sobie z polską flagą, ryczącego "Polska biało-czerwona"  i wyobraźcie sobie, pasuje jak ulał, wykapany polski kibic. Hmm...

Pytam go, czy mogę mu zrobić zdjęcie. Uprzejmie bełkocze, że tak i powiewa dla mnie flagą. Ludzie patrzą na nas dziwnie. Zwiewam do piekarni. Ale w tym kraju nie da się uciec od mundialu. Dziewczyna przede mną kupuje Fußball-Brötchen.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27