Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
wtorek, 22 stycznia 2008
Proszę pana, a pan jest gejem?
I znowu muszę zazdrościć ludziom, którzy wstają rano, przeciągają się rozkosznie i zasiadają do pisania. Mnie niestety ostatnio brakuje czasu na blogowanie. Ale żeby było chociaż coś - polecam artykuł z Wyborczej pt. "Homolekcja", czyli fragmenty z życia nauczyciela-geja w Berlinie...
czwartek, 10 stycznia 2008
Bajka o płazie Cenzurazie
Znacie? No to posłuchajcie.

Nie tak dawno temu była sobie piękna kraina między siwym morzem a zielonymi górami. Mieszkały w tej krainie najrozmaitsze cuda i dziwy, w tym jeden wredny płaz, który nazywał się Cenzura. Miał wielką mordę i jeszcze większy brzuch i ciągle był głodny. W wielką mordę wpadały wiersze, powieści, filmy albo i piosenki, bo tym się odżywiał. Kiedy Krainę opanowali Indianie, Cenzura tak im się spodobała, że zaczęli ją tuczyć czym popadnie, przede wszystkim rzeczami, jakie nie podobały się Wielkim Wodzom i Malenitou. Mieszkańcy smucili się bardzo, ale nie mogli nic zrobić. Dopiero kiedy szczep został wyparty z Krainy przez Białego Czarodzieja z armią dobrych elfów z Zachodu, mieszkańcy zatłukli wstrętną, wypasioną Cenzurę i się ucieszyli, bo myśleli, że już nigdy nikt nie będzie im zabierać ciekawych rzeczy do czytania i do oglądania. Ale pomylili się. Cenzura przez lata naskładała jajek w różnych redakcjach, wydawnictwach i chyba też w niektórych głowach, bo po pewnym czasie w mediach (nie wiem, co to słowo znaczy, ale chyba coś w rodzaju wilgotnego kanału??) pojawiły się małe Cenzurki. Podtuczali je rozmaici naczelni, jakiś udział miały też czarnoludki, bo one lubią pomagać wszystkim, mimo że nikt ich o to nie prosi (są po prostu z gruntu dobre). No i teraz w Krainie zamiast jednej wielkiej Cenzury mamy całe mnóstwo małych przyczajonych Cenzurzątek.

Skąd o tym wiem? O TVP już pisałem. Ale nasze wydawnictwa nie są wcale lepsze. Znajomy próbował rok temu znaleźć wydawcę dla swojego tłumaczenia komiksu Ralfa Königa. (König to kultowy rysownik komiksów gejowskich, znany i lubiany też poza granicą Niemiec - w Anglii, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Finlandii...). Wszystkie polskie wydawnictwa odpowiedziały odmownie, jedna sympatyczna pani uzasadniła odmowę tak: "wie pan, zastanawialiśmy się już nad wydaniem tego komiksu, ale mamy też komiksy edukacyjne i to by się kłóciło, więc daliśmy sobie spokój". Po prostu, niezależne wydawnictwo obawiało się utraty zysków i reputacji. Tłumaczenia leżą w szufladzie, König do dziś nie ukazał się po polsku.

Ale co mnie już zupełnie zwaliło z nóg to sprawa "Mrocznych materii" Philipa Pullmana (właśnie weszła do kin ekranizacja pierwszej części trylogii pt. "Złoty kompas"). W recenzji polskiego tłumaczenia książki autorka pisze:

Niedawno nakładem wydawnictwa "Albatros" ukazała się trylogia "Mroczne materie" brytyjskiego pisarza Philipa Pullmana. Pierwsze dwa tomy wydał w 1998 Prószyński i S-ka w serii dla młodzieży "Tajemnica - przygoda." Trzeci tom nie ukazał się wówczas, gdyż ponoć "nie nadawał się, aby go wydać w kraju katolickim".

Nie nadawał się, bo tom trzeci przedstawia Boga w sposób niezgodny z religią katolicką. A herezji się w Polsce nie publikuje. Pewnie gdyby nie film, to trzeci tom nie ukazałby się w Polsce nigdy, dopiero chęć zysku pomogła wydawnictwom przełamać strach przed inkwizycją.

Pozostaje Polakom tylko uczyć się języków i kupować książki za granicą, tak jak kiedyś.
środa, 09 stycznia 2008
Lalka
Zauważyłem, że ostatnio trochę przynudzam w blogu, dlatego dla odmiany lekka, familijna historyjka.

W czasie świąt mój chłopak odwiedził kuzyna. Kuzyn ma żonę i dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę - nazwijmy ich Wojtek i Kasia. Kasia jest starsza, ma już 11 lat i bardzo kocha braciszka. Siedmioletni Wojtek kocha swoją siostrzyczkę, rodziców, a poza tym ma najlepszego przyjaciela Maćka, z którym siedzi w jednej ławce. Ogólnie rzecz biorąc - sielanka.

Kasia dostała pod choinkę lalkę, z której bardzo się ucieszyła. Potem jeszcze ona i brat dostali od mojego chłopaka pieniądze, też pod choinkę. Ucieszyli się jeszcze bardziej. I zaraz poszeptali, poszeptali, po czym Kasia oznajmiła, że Wojtuś chciałby teraz pojechać do supermarketu.

Ojciec Kasi:
- A po co?
Kasia:
- No bo... On też chce lalę.
I po chwili milczenia:
- Lala będzie mieć na imię Maciek.

Tu mój chłopak parsknął nieopanowanym śmiechem, czym obraził zarówno katolicką moralność, jak i polityczną poprawność. Kuzyn nie skomentował zdarzenia ani słowem. Bo co tu powiedzieć, taki wstyd...

Ciekaw jestem, czy Wojtuś dostanie wymarzoną lalę (aż mu się do niej oczy śmiały), czy raczej rodzice wcisną mu samochód albo coś równie męskiego. Jak nie dostanie lali, będzie nieszczęśliwy, jak dostanie, to znów chłopaki będą się z niego śmiali i też będzie nieszczęśliwy. I tak źle, i tak niedobrze. A jakby się jeszcze okazało po latach, że broń Boże wyrósł na geja (mój chłopak też miał ukochaną lalę :), to Kasia będzie miała straszne wyrzuty sumienia, że bawiła się lalkami i w ten sposób zwichnęła Wojtusiowi psychikę.

Cholera, jakie to wszystko skomplikowane.


Zakaz palenia
Od 1 stycznia wszedł w Bawarii zakaz palenia w lokalach. I teraz ludzie marzną z papierosem przed knajpą, a na ulicy śmierdzi dymem... To już wolałem, jak palili w środku :)
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Murzyn zrobił swoje
Dziękuję wszystkim za życzenia i Wam też życzę dobrego Nowego Roku 2008! W Niemczech tenże rok zaczął się wielką dyskusją nt. przestępczości. W spokojnym i bezpiecznym Monachium w ciągu dwóch tygodni zdarzyły się trzy razy brutalne pobicia, po których ofiary trafiły do szpitala. O jednym pisałem przed świętami, wydarzenia opisał też Bartek Wieliński w Wyborczej. Z tym, że wg mnie pominął pewien dość ważny aspekt sprawy i zatytułował artykuł "Jak karać młodocianych przestępców". Ja nazwałbym go raczej "Jak karać młodocianych obcokrajowców". Bo na ten temat toczy się dyskusja w mediach i wśród polityków.

Jak wydarzenia opisują niemieckie media? "Emeryt pobity przez Turka i Greka" albo "Trzech młodocianych obcokrajowców, Turek i dwóch Irakijczyków, pobiło...". Sprawa pozornie jasna. Obcokrajowcy pobili Niemców. Ale już o tym pisałem. Ci "obcokrajowcy" wychowali się albo nawet urodzili w Niemczech. Nie taka sprawa prosta.

Należałoby cofnąć się w czasie. Streszczam z niemieckiej Wikipedii, hasło Gastarbeiter: po wojnie gospodarka w Niemczech Zachodnich rozwijała się tak szybko, że brakowało rąk do pracy, zwłaszcza robotników niewykwalifikowanych. Dlatego od 1955 zaczęto werbować ich za granicą, we Włoszech, Hiszpanii, Jugosławii i Grecji. W 1960 dołączyli robotnicy z Turcji i Portugalii. W 1964 powitano w RFN oficjalnie milionowego Gastarbeitera z Portugalii, dostał od państwa niemieckiego motorower. Potem dołączyło do jeszcze kilka państw i w 1971 ponad 10% zatrudnionych w RFN stanowili robotnicy obcokrajowcy. Pierwotnie tacy robotnicy dostawali wizy tylko na czas określony, jednak zmieniło się to pod wpływem niemieckich pracodawców, którzy chcieli zaoszczędzić na kosztach szkolenia nowych pracowników. W latach 60-tych robotnicy zaczęli sprowadzać rodziny do Niemiec. Szacuje się, że w 1980 mieszkało i pracowało w Niemczech około trzy miliony obcokrajowców, mniej więcej 5% populacji całego kraju. Mimo to państwo niemieckie ignorowało istniejący stan rzeczy i wzdragało się uznać Niemcy za kraj imigracyjny, taki jak USA. Dlatego zabrakło aktywnej i świadomej polityki zmierzającej do integracji przybyszy.

Tyle Wikipedia. Teraz wyobraźcie sobie tych przybyszy, robotników niewykwalifikowanych. Prości ludzie, przyjeżdżają się dorobić, odłożyć trochę forsy. Zostają na dłużej, żeby zarobić jeszcze więcej. Sprowadzają żonę. Rodzą się dzieci, rodzina jest już od lat w Niemczech, ale wciąż tylko tymczasowo. Niedługo wrócą. Odkładają pieniądze na dom, na samochód. Myślą o powrocie. Tymczasem dzieci rosną, ale nikomu nie zależy, żeby przyzwyczajały się do Niemiec. Rodzice ciągle mówią o Turcji, Niemcy nazywają Turków żyjących w Niemczech imigrantami. Turek pozostaje Turkiem, choćby urodził się w Berlinie i w Turcji był tylko parę razy na wakacjach. Młodego Turka nikt nie chce zatrudnić, bo boom gospodarczy się skończył, wszyscy wolą dobrze wychowanych młodych Niemców. Pozostaje włóczyć się po ulicach, rodziców to średnio obchodzi, za bardzo są zajęci harówką i oszczędzaniem.

Na PRO Sieben Stefan Rapp wyśmiewa się z Turków tak samo, jak nabija się z Polaków. W innych programach to samo. Wiem, jak to boli. Ale ja nie pójdę bić Niemców na ulicy, co najwyżej poużalam się na blogu. Co innego ktoś, kogo prosty ojciec robotnik niewykwalifikowany prał, ile wlazło i nauczył, że ten ma rację, kto silniejszy. Taki ktoś w końcu rzuci się na wrednego starego Niemca i skopie go za to wszystko. A potem jakiś młody chłopak, już prawdziwy rodowity Niemiec, a nie imigrant, napisze na MySpace:

Po co nam jeszcze tolerancja? Przez 19 lat życia nie pobiłem jeszcze żadnego obcokrajowca, a oni w zamian tłuką naszych niemieckich emerytów. No to po co być tolerancyjnym? Nie ma sensu. Więc wykończmy obcokrajowców, tak jak oni to robią z nami! I nie ma to nic wspólnego z prawicowym radykalizmem, po prostu zniżamy się do ich poziomu.

Wychodzą na jaw wszystkie niemieckie lęki i stłumiona niechęć do "imigrantów". Temat "imigrant", ewentualnie "obcokrajowiec" powraca regularnie w kontekście przestępczości. Teraz politycy z prawicowej CDU żądają zaostrzenia kar dla młodocianych przestępców, ale widać, że mają na myśli młodocianych obcokrajowców, bo mówią też o uproszczeniu procedury ekstradycji. Taak, Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść, jak brzmiała kwestia w jednym z przedwojennych melodramatów. SPD, w tym nasz burmistrz Ude, opowiada się raczej za resocjalizacją. Dla dwóch wielkich niemieckich partii okazja jest wspaniała, bo wreszcie mają szansę się poróżnić i od siebie odróżnić, a to jest im potrzebne przed wyborami.

Ale właściwie, czemu się ja się tak przejmuję tą wojną niemiecko-turecką? Lepiej usiąść wygodnie w fotelu i rozczulić się jeszcze raz nad nagłówkiem z piątkowego "Die Welt": "Przestępczość przy polskiej granicy nie wzrosła".