Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
piątek, 22 grudnia 2006
Achtung, Polen pod granicą!
Zadziwiają mnie od dłuższego czasu wieści z Wielkiej Brytanii. Mój ulubiony kraj, wciąż wymarzony, bo jednak znany tylko z pobieżnych wizyt, stał się polską Arką Noego. 700 kg karpia i pierogi na zamówienie, wszystko to pewnie zmieni Wyspy. Oby na lepsze, bo nagła popularność słowa "kurwa" w Londynie, o czym donosiła Wyborcza na początku Wielkiej Emigracji, trochę mnie zasmuca. Kolejny Avalon stracony dla szarej rzeczywistości.

Ale że chcę pisać tu o Niemcach - oni o Wielkiej Emigracji Angielskiej nie wiedzą nic i wciąż im się wydaje, że tłumy Polaków koczują pod ich granicami z nadzieją na szybkie ich otwarcie. Naiwni, otwierają szeroko oczy, kiedy im tłumaczę, że w Polsce coraz mniej ludzi uczy się niemieckiego, bo Niemcy przestały być atrakcyjne wyjazdowo. Nie chcą wierzyć. Największą dumą Niemców jest wciąż ich gospodarka, firmy, produkcja, mimo wszystkich dowodów na to, że najlepsze czasy minęły. Brak zainteresowania Polaków byłby kolejnym dowodem, policzkiem od narodu, na który tak się tu patrzy z góry. Dlatego Niemcy wolą wierzyć, że Polacy czekają na otwarcie granic.
wtorek, 19 grudnia 2006
Wigilia po niemiecku
To był szok. Zapytałem kolegę z pracy: "A co się je u was na Wigilię?". Pomyślał trochę i odpowiedział: "Kiełbaski". Myślałem, że spadnę z krzesła :) Potem przyszło uczucie wyższości i dumy narodowej, kiedy przypomniałem sobie po kolei wszystkie polskie pyszności wigilijne...

A jednak wspomniane kiełbaski i sałatka kartoflana, tradycyjny zestaw, który gości na stole jednej czwartej mieszkańców Niemiec, też mają swoje tradycyjne uzasadnienie. Proste, niewyszukane potrawy mają przypominać o biedzie, którą cierpieli Maria i Józef. Ujęło mnie to wytłumaczenie, ale nie przekonało do końca... Część Niemców jak widać też woli dobrze zjeść, bo niektórzy podają pieczoną gęś lub karpia. Jednak o ile najeść się w Wigilię ciężko, to zasłodzić można się bez trudu, bo niemieckie wypieki bożonarodzeniowe są pyszne i bardzo urozmaicone.

A tak naprawdę najważniejsze w niemieckiej Wigilii są prezenty. Na północy i zachodzie przynosi je tradycyjnie Weihnachtsmann (odpowiednik Gwiazdora, a nie Święty Mikołaj, bo ten zwie się Nikolaus), na południu troszczy się o nie samo Dzieciątko Jesus (Christkindl).

(a tutaj krótki "przewodnik po Weihnachten" po niemiecku, polecam też niemiecką Wikipedię)
Mr. Germany 2006
Mamy nowego Mistera Niemiec! ;) W sobotę został nim 26-letni Dennis Müller z Berlina, z zawodu drukarz. Wybrano go z 1000 kandydatów, którzy zgłosili się do konkursu w całych Niemczech. Dennis ma 1,95 m wzrostu i jego hobby są podróże i fitness, co widać na załączonych obrazkach :)





Zdjęcia: (c) dpa

czwartek, 14 grudnia 2006
Piosenka chłopca, który ma dwóch ojców
Wstyd się przyznać, ale naprawdę się wzruszyłem... Przebłysk innego, lepszego, normalniejszego świata. Ale oceńcie sami (niestety, już słyszę te komentarze...)

poniedziałek, 11 grudnia 2006
Pinochet zwiał w zaświaty

Pinochet nie żyje. Miał 91 lat, a mimo to świat nie zdąrzył postawić go przed sądem. Źle to świadczy o świecie.

Jeśli chcecie nabrać do Pinocheta osobiście negatywnego stosunku (tak jak ja), polecam "Dom duchów" Isabel Allende.

niedziela, 03 grudnia 2006
Komunista w świecie luksusu

Może pomyliłem się w poprzednim wpisie i pan na zdjęciu wcale nie był ekscentrykiem, tylko zwykłym snobem. Ze snobów Monachium też słynie (a z czegóż to miasto nie słynie). Miejscowe szykowne towarzystwo zwie się wdzięcznie Schickeria i mało oryginalnie spędza większość czasu w wytwornych sklepach i lokalach, a wieczory obowiązkowo w operze.

Chciałbym wam uświadomić, na jakim poziomie wytworności porusza się Schickeria. Zajrzałem ostatnio do jednego z Wytwornych Sklepów (przez szybę, bo był już zamknięty). Kilogram pysznego ciasta wg włoskiej receptury kosztował 40 euro.

Stwierdziłem, że jestem prostakiem i komunistą, bo nie mieści mi się w głowie, że można tyle zapłacić za kawałek ciasta. Naprawdę, czy nadwyżki pieniędzy nie da się pozbyć w bardziej sensowny sposób?

Monachium, ekscentryk i pies

Monachium kocha ekscentryków. Kiedy przeprowadziłem się tu dwa lata temu, dominującym tematem lokalnych mediów była śmierć projektanta mody Moshammera. Tłumy opłakiwały jego i osieroconą suszkę Daisy, składały kwiaty na grobie i pod zamkniętymi drzwiami butiku na Maximilianstrasse. I to mimo tego, że Monachium leży w katolickiej Bawarii, a Mosi zginął uduszony kablem od telefonu przez Araba, którego poderwał sobie gdzieś przy Hauptbahnhof.

Być może Monachijczycy są do oryginałów przyzwyczajeni od czasów króla Bawarii Ludwika II. Niektórzy zwali go Ludwikiem Szalonym, inni łagodniej Bajkowym Królem, dość, że żył w bezpiecznym oddaleniu od rzeczywistości i zajmował się głównie budową fantastycznych zamków (z których najbardziej znany to Neuschwanstein).

Monachium kocha ekscentryków. A każdy monachijski ekscentryk ma psa, z którym kocha pokazywać się publicznie. Patrz Mosi i Daisy oraz zdjęcie z zeszłej soboty.