Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
niedziela, 23 grudnia 2007
Wesołych Świąt!!!
Miało być jeszcze o niemieckim adwencie przy świecach, miały być zdjęcia z jarmarków świątecznych, może znów coś o Wigilii. Ale muszę zacząć się pakować, więc tylko: Wesołych Świąt i udanego Sylwestra! Specjalne pozdrowienia dla wszystkich zaprzyjaźnionych blogowiczów i dla tych, którzy wchodzili czasem na tę stronę w tym roku, dzięki za Wasz czas i za komentarze! Do usłyszenia w 2008!
17:35, ticotico
Link Komentarze (9) »
Urodzeni obcokrajowcy
Monachium. Dwóch chłopaków pobiło staruszka, bo kazał im zgasić papierosy w metrze. Coś takiego zdarza się w każdym mieście, niestety. Dlatego interesująca jest nie tyle sama sprawa, co sposób jej przedstawienia w mediach. Otóż dla mediów sprawcy to "17-letni Grek i 21-letni Turek" albo "młodociani obcokrajowcy" (obcokrajowcy czyli Ausländer - to słowo pojawia się prawie wyłącznie w kontekstach takich jak przestępczość i bezrobocie, ma wyraźnie negatywny wydźwięk, inaczej niż po polsku).

Można się zastanawiać, co dwóch "młodocianych obcokrajowców" robiło krótko przed świętami w Niemczech. Przyjechali na zakupy? W odwiedziny do rodziny? Na wycieczkę krajoznawczą? Podejrzewam, że nie. Raczej urodzili się w Niemczech, może w samym Monachium, może gdzieś w okolicznej mieścinie. Od dzieciństwa wszyscy utwierdzali ich w przekonaniu, że nie są stąd - rodzice, otoczenie, media. Dorastali nie rozumiejąc do końca kultury swoich rodziców, nie zaakceptowani przez Niemcy jako swoi, jakby na ziemi niczyjej. Najgorszy był pewnie okres dojrzewania. Znam niemiecką telewizję i wyobrażam sobie, jak piętnastolatek/piętnastolatka czuje się, słysząc ciągłe żarty i uszczypliwości na temat Turków i ogólnie krajów biedniejszych niż Niemcy. Reakcją jest bunt: "Skoro i tak już jestem najgorszy, skoro jestem Turkiem, to pokażę im, mam w dupie ich reguły" albo "Właśnie, że będę nosiła chustę".

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze brak szans w dorosłym życiu. Dzieci obcokrajowców mają często trudności w szkole, bo szkoła niemiecka ignoruje ich problemy (co ostatnio znów pokazał test PISA), potem mają takie same problemy na rynku pracy - mało kto chce zatrudnić Turka. No to włóczą się po ulicach - jak nasi blokersi. Ale blokersów nikt przynajmniej oficjalnie w mediach nie wyklucza z polskiego społeczeństwa. A tu proszę: "dwóch młodocianych obcokrajowców". Robisz nam problemy, to fora ze dwora, wracaj do Turcji. Czy już zawsze będzie tak, że urodzeni w Niemczech będą się dzielili na dwie kasty: Niemców i obcokrajowców?

Ciekaw jestem, jak wygląda sytuacja w Polsce. Kim są dzieci wietnamskiej pary, urodzone w Warszawie i mówiące po polsku bez akcentu? Wietnamczykami czy Polakami? Kto nigdy nie mieszkał za granicą, nie wie, jak ważna może być odpowiedź na takie pytanie.
piątek, 21 grudnia 2007
Pisane młodym gęsim piórem
W mieście od tygodni szał zakupów, wreszcie wybrałem się i ja. W księgarni miła niespodzianka: książki polskich autorów. Przypadkiem, przez pięć minut trafiłem kolejno na "Bajki robotów" Lema, "Domofon" Miłoszewskiego, "Lubiewo" Witkowskiego i jakąś książkę Huelle. Jakbym poszukał, kto wie, ile by się jeszcze znalazło. Wygląda na to, że książki są naszym najlepszym towarem eksportowym - zaraz po "młodej polskiej gęsi", którą można znaleźć w zamrażarce każdego niemieckiego supermarketu.
Radujmy się, granice otwarte
Rano pierwsza wiadomość w serwisie radiowym: granice są otwarte. Parę frazesów o Europie, raport z uroczystości otwarcia granic między Bawarią i Czechami, a potem krótko o tym, jak to mieszkańcy i policja w Niemczech martwią się, że przestępczość wzrośnie. Główne źródło zmartwienia policji to "niekompatybilność policyjnych systemów komunikacyjnych w Niemczech i Polsce". Znowu słowa "przestępczość" i "Polska" wymienione jednym tchem...

PS. Wieczór. W radiu tym razem dłuższy materiał o policji. Martwią się, że Niemcy zostaną opanowane przez wschodnioeuropejskie gangi ("wschodnioeuropejski" znaczy po niemiecku tyle co "kryminalny"), a z policją w Polsce i w Czechach współpraca się nie uda, bo wschodnioeurpoejska policja może i chce, ale nie za bardzo umie ...
wtorek, 18 grudnia 2007
Święto Milczenia
Kolorowe Święta, bombki, łańcuchy, Mikołaje i migoczące światełka. Kolory i szczęście, to się jakoś wszystkim kojarzy. I dlatego niektórzy woleliby, żeby Święta były szare. Wtedy opakowanie bardziej pasowałoby do zawartości.

Bo nie każdy lubi Święta. Dla wielu Boże Narodzenie to doroczne wyzwanie, wyjazd do rodziców, którzy nic nie rozumieli i może wciąż jeszcze nie zrozumieli, powrót do małego miasteczka, z którego wyjeżdżało się z ulgą, jak Smalltown Boy Jimmy Sommerville. Boże Narodzenie to dla wielu wymuszony powrót do nieszczęśliwej przeszłości.

Przykład 1: Marek. Pociąg dowozi go z Wrocławia do rodzinnego miasteczka. Mama wita w progu, pyta "co u ciebie". Marek opowiada o pracy, jakieś nowiny z Wrocławia. Wreszcie milknie. Miałby jeszcze dużo do opowiadania. Właściwie nawet za dużo. Bo żeby powiedzieć, że z Tomkiem kupili sobie psa, musiałby opowiedzieć, że już od roku mieszkają razem i że kocha Tomka. Kocha faceta, bo jest gejem. A to nie jest łatwe, jeśli milczało się parę dobrych lat. Łatwiej jest dalej milczeć. Mama zauważa to milczenie, ale nie pyta, bo domyśla się i woli się nie wiedzieć, nie usłyszeć tego. Będą ciche Święta.

Przykład 2: Kasia. Kasia się nie boi. Przyjaciele wiedzieli od zawsze, rodzice dowiedzieli się niedługo po maturze. Że jest lesbijką. Teraz też wiedzą, że Kasia chodzi z dziewczyną. Ale nie pytają, jak się miewa Agnieszka, jak im się układa razem. Nie wiedzą, co zrobić z tym fantem. Nikt nie powiedział: "To może zaprosisz Agnieszkę do nas na Święta, żebyśmy ją mogli poznać". Rodzice za bardzo baliby się sąsiadów, mógłby sobie ktoś coś pomyśleć. A poza tym, nie wiedzieliby, jak się zachować. Kaśka nie chce się kłócić. Siedzi w domu przed telewizorem, opycha się makowcem i liczy dni do wyjazdu.

Przykład 3: ja. Moi rodzice wiedzą i przyzwyczaili się już przez tych parę lat. Ale mój chłopak spędzi święta u swoich rodziców. A oni nie wiedzą, więc kontakt będzie ograniczony, nie mogę do nich zadzwonić. Trochę mi będzie przykro. Na drugi dzień świąt pojedziemy z rodzicami w odwiedziny do kuzynostwa, już przestali mnie pytać, czy mam jakąś dziewczynę, ale to pytanie wisi w powietrzu. Tylko nie mów im, dobrze? Ty pojedziesz, a ja będę musiała tu potem z ludźmi żyć. Dobrze, nie powiem nic, mamo, będę siedział przy stole, śmiał się z lekka fałszywie i opowiadał o nowym muzeum BMW w Monachium, bo tematy ogólne są najwygodniejsze.

Takie to są Święta, jak podświetlone zdjęcie rentgenowskie pokazują na nowo całą siatkę zależności, w jaką jesteśmy uwikłani. A może Święta to też szansa na rozerwanie tej siatki? Może w tym roku powiem: bo wiecie, jak byliśmy z moim chłopakiem w Hiszpanii... Może Kasia pojedzie na Święta do Agnieszki, a Marek opowie mamie o Tomku? Co by się stało, gdyby geje i lesbijki przestali udawać, wracając na święta do domu? Gdyby nastąpił nagły wybuch, eksplozja prawdy? Może okazałoby się, że już udawać nie trzeba, bo w końcu nie tylko Raczek i Poniedziałek, sąsiadki syn też ostatnio przyprowadził chłopaka... Życie stałoby się prostsze, a święta piękniejsze - bez sekretów i kłamstw.
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Monachium - nr 1 na świecie! :)
No i przegapiłem sensację, Monachium ogłoszono oficjalnie najlepszym miastem świata, a ja nic. Na szczęście ktoś inny trzymał rękę na pulsie i napisał o tym w swoim blogu...
niedziela, 16 grudnia 2007
Legnickie bomby
Kiedy jeszcze Dolny Śląsk należał do Niemiec, miasto Liegnitz (Legnica) słynęło z wyrobu bomb. Mało kto mógł się im oprzeć, kiedy pojawiały się na świątecznym stole w Boże Narodzenie. Bo kto nie lubi pierników? Tu przepis na Liegnitzer Bomben po niemiecku, a tu po polsku. Tylko uważajcie, bo to prawdziwe bomby kaloryczne :)
Krampusy istnieją!
Widziałem żywego krampusa... W zeszłą niedzielę na monachijskim jarmarku świątecznym.



Najpierw długo i bezowocnie krążyłem wśród straganów w poszukiwaniu potworów. Z lekkim drżeniem, bo znajomy z Austrii ostrzegał mnie: "Broń Boże nie podchodź do nich za blisko. Kiedy nadchodzi czas krampusów, w Salzburgu rodzice nie wypuszczają dzieci samych na ulicę, mnożą się pobicia i gwałty, szpitale organizują specjalne dyżury..."

Potem nagle za straganami rozległ się dźwięk krowich dzwonków.



Krampusy szły jeden za drugim, wielkie, świecące bielą w ciemnościach, rogate i straszne. Ale nikt się ich nie bał. Bo też były bardzo dobrze wychowane. Pozwalały się fotografować z odległości pięciu centymetrów, na życzenie ustawiały się do zdjęcia z Japończykami, Włochami i z co ładniejszą dziewczyną. Dziewczyna dostawała potem raz rózgą po tyłku, żeby nie zapomniała, kto tu rządzi (krampusy to heterycy i macho...).




Najbardziej zafascynowane były dzieci, które obserwowały wszystko ujeżdżając tatusiów na barana. Co rusz jakiś krampus witał się z jakimś dzieckiem, ono lekko sztywniało, ale potem już nie mogło oczu oderwać od miłego potwora.



Jedynym poszkodowanym w całej aferze był chłopak, który za bardzo śmiał z krampusa (oberwał parę razy rózgą). A krampusy przeszły przez Marienplatz i zniknęły, jak sen.


sobota, 15 grudnia 2007
Nu zajec!
Coś mi się wydaje, że Putin ostatnio za bardzo podskakiwał Bushowi i Rosja znów popadła w Stanach w niełaskę. Właśnie obejrzeliśmy "Złoty kompas" (koprodukcja USA/UK) i zagadka dla czytelnika: w jakim języku mówią żołnierze wrogiej armii? Nie, nie po francusku i nie w żadnym wymyślonym języku. Mówią po rosyjsku. Jak za dawnych (nie)dobrych czasów.
środa, 12 grudnia 2007
Krótkie zimowe
Marysia Peszek śpiewała kiedyś tak ślicznie, że nie ma czasu na seks. A ja nie mam czasu na bloga. Zupełnie nie wiem, gdzie się podziały długie zimowe wieczory. Dla mnie to one są o wiele za krótkie...
23:36, ticotico
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2