Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
piątek, 30 marca 2007
Równouprawnienie kobiet
Niedawno pisałem o sytuacji kobiet w Niemczech, a dziś, w sklepie ze śmiesznymi pocztówkami wpadła mi w ręce stosowna ilustracja. Mam nadzieję, że moje tłumaczenie nie zepsuje dowcipu...


Mamy tu pełne równouprawnienie kobiet!
czwartek, 29 marca 2007
Free2choose
Fundacja Dom Anny Frank nie zajmuje się wyłącznie dostarczaniem wzruszeń znudzonym turystom, jak można by sądzić na podstawie poprzedniej notki. Nie, ma dużo innych spraw na głowie. Jeden z jej projektów to interaktywna prezentacja o prawach człowieka i granicach wolności: "Free2choose". Prezentację można zobaczyć w Domu Anny Frank do końca tego roku, była też w Warszawie 3 marca w ramach Święta Różnorodności (ładna nazwa), wspomina o niej Stowarzyszenie dla Edukacji i Kultury, a nawet Powiatowy Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Mińsku Mazowieckim :)


O co tyle hałasu?

W Domu Anny Frank wygląda to tak: wielki ekran, wkoło rozsiedli się widzowie. Na ekranie krótkie filmiki - każdy z nich przedstawia sytuację konfliktu między podstawowymi prawami i wolnościami. Po zakończeniu filmiku, animowana figurka przedstawia pytanie i każdy z widzów musi zdecydować, która ze stron konfliktu ma rację. Głosuje się przez naciśnięcie guzika, są tylko dwa, więc na pytanie trzeba odpowiedzieć "tak" lub "nie". Nie jest to wcale łatwe!

Np. prawo do demonstracji ilustruje legalna demonstracja ultraprawicowej (lub wręcz nazistowskiej) partii NPD w Berlinie. Rozgoryczony rabin pyta, dlaczego naziści mają prawo maszerować pod jego synagogą. Pytanie: powinni mieć do tego prawo czy nie? Następne to prawo do wolności wypowiedzi. Raperzy nawołują w swoich piosenkach do zabijania gejów. Gejowskie organizacje protestują. Pytanie: Czy należy zabronić podobnych tekstów czy nie? Itd. itp.

Najciekawsze jest to, że wyniki ukazują się na ekranie zaraz po zakończeniu głosowania. Od razu widać, czy jest się w większości czy w mniejszości. To naprawdę zmusza do myślenia! I nie tylko mnie się podobało... (a tutaj może lepszy opis, po angielsku).
sobota, 24 marca 2007
Najdroższa Kitty!
Amsterdam, poniedziałek, 19 marca 2007
Dwóch lekko znudzonych atrakcjami turystów odwiedza muzeum, dom Anne Frank. Przy wyjściu jeden z nich kupuje dziennik Anne Frank w miękkiej okładce, "the definite edition".
Amsterdam, wtorek, 1 sierpnia 1944

Anne otwiera zeszyt i zaczyna pisać, początek brzmi jak zwykle "Najdroższa Kitty!". Nie zdaje sobie sprawy, że jednak nie pójdzie do szkoły w październiku, na co tak się już cieszyła; nie wie, że to ostatnia notka, jaką napisze w życiu.
Monachium, sobota, 24 marca 2007
Ktoś odkłada książkę. Ma wilgotne oczy. Myśli o uśmiechniętej Anne, o tym jak bardzo była radosna, dzielna i dojrzała, mimo swoich piętnastu lat. I o tym, jak mało jej to pomogło w starciu z bezmyślnym okrucieństwem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nic się nie zmieniło od tamtego czasu, chociaż nam szczęśliwcom wydaje się inaczej. Wojna nadal trwa, tylko akurat gdzie indziej - niech to będzie Jugosławia, Irak czy Sudan... I uzbierało się już pamiętników na całą antologię.

Dziennik Anne trzeba przeczytać. A potem usiąść i zastanowić się nad wszystkim; nad światem i nad sobą.
sobota, 17 marca 2007
Merkel mon amour
Nie ufam Merkel, bo jak gej może ufać kanclerzycy z CDU? Ale muszę przyznać, że ma klasę. Polecieć do Warszawy i wziąć byka za rogi - no, no, no! W radiu lecą takie smaczne cytaty:

" Związek Wypędzonych nie ma poparcia w moim rządzie i mieć go nie będzie."
"Gdyby nie Solidarność, również moje życie potoczyłoby się inaczej. Nie stałabym tu teraz przed Państwem jako kanclerz Niemiec."

Ujęła mnie jej prostota i szczerość. Wiem, naiwny jestem, pewnie ukrywa się za tym demagogia dużo bardziej wyrafinowana niż kwieciste mowy Schrödera... Ale mimo wszystko, podoba mi się ten styl uprawiania polityki - krótko i na temat, a nie zagmatwane mowy w stylu Gomółki, tak jak to teraz modne w Warszawie.
piątek, 16 marca 2007
Wiadomości z kraju i ze świata
W moim ulubionym radiu dziś wiadomości z Francji i z Polski. Z Francji: zakończono budowę torów dla szybkiego połączenia Paryż-Starsburg, Francja świętuje. Z Polski: minister Orzechowski zapowiedział, że będzie wyrzucał gejów-nauczycieli ze szkół, bo "tacy ludzie nie powinni mieć kontaktu z dziećmi".

Kiedy wreszcie w Polsce będzie normalnie? Kiedy rząd przestanie się rządzić i zajmie się wreszcie pracą dla dobra kraju? Ciekawe, czy uda mi się dożyć np. takiej wiadomości z Polski: "Rząd polski ogłosił, że od 1go stycznia wchodzi w życie ogólnokrajowy program pomocy i szkoleń dla bezrobotnych" albo "Rząd polski broni doliny Rospudy przed zakusami spółki Autostrada. 'To nasze dziedzictwo', stwierdził L. Kaczyński 'i nie możemy go zmarnować.'

Ha, ha, ha.
wtorek, 13 marca 2007
Propagowaniu mówimy nie!
No i proszę, w Polsce znów polowanie na czarownice. Dyrektor, który wpuści organizację gejowską do szkoły na pogadankę, ma zostać ukarany. Zakaz propagowania homoseksualizmu, witamy w Iranie...

Najśmieszniejsze, że to właśnie dzięki Kaczyńskim i PiS homoseksualizm pojawił się w Polsce jako temat dyskusji na forum publicznym. Żadna partia nie zajmowała się jeszcze gejami i lesbijkami tak intensywnie. Za to należą im się podziękowania, mimo wszystko :) Bo np. naszym "lewicowcom" słowo homoseksualizm utykało dyskretnie w gardle.

Może naprawdę stoi za tym wszystkim Jarosław? (i jego kot?) Przypomina mi się "Seksmisja" i Jej Ekscelencja, która niezłomnie tępiła samców, dopóki nie okazała się jednym z nich.
sobota, 10 marca 2007
Po Dniu Kobiet
W czwartek był ósmy marca. Nieszczęsny Międzynarodowy Dzień Kobiet. Tutaj nikt tego święta nie zna, nie ma kwiatka dla Ewy.

Jakie jest życie niemieckiej Ewy?

Na pewno lepiej niż w Polsce zachowuje się w Niemczech pozory równouprawnienia. W pismach i ogłoszeniach zwraca się zawsze do obu płci. Ogłoszenia o pracę muszą zawierać formę męską i żeńską nazwy zawodu (np. "poszukuje się nauczyciela/nauczycielki"). W niemieckim nazwa każdego zawodu ma swój żeński odpowiednik z bardzo praktyczną końcówką -in, ew. -frau (w polskim niestety analogiczna końcówka -ka służy także do tworzenia nazw przedmiotów i dlatego nie ma nazwy na kobietę-blacharza np.). Nie zawsze tak było, wiele żeńskich nazw zawodów weszło do powszechnego użytku dopiero jako wynik aktywnej walki o równouprawnienie w języku w latach 70-80. A i tak objęcie urzędu kanclerza przez Angelę Merkel spowodowało zamieszanie w mediach i na początku nazywano ją na zmianę Kanzler, Frau Kanzler i Kanzlerin, dopóki nie utrwaliła się ostatnia forma.

No właśnie, pani kanclerz, czy łatwo jest kobiecie niemieckiej zrobić karierę? Przed przyjazdem tutaj wydawało mi się, że Niemki są szalenie wyemancypowane, przebojowe, bo miałem w głowie stereotyp niemieckiego babochłopa. Może niektóre są, ale generalnie to sytuacja jest podobna jak w Polsce, a może i gorsza. Tradycyjnie, życie kobiety zamykało sie w schemacie 3K, czyli Kinder, Küche, Kirche (dzieci, kuchnia i kościół). Kobieta miała siedzieć w domu z dziećmi i obsługiwać męża po przyjściu z pracy (i w RFN siedziała i często dalej siedzi, dlatego tak mało jest tu żłobków i przedszkoli; dopiero niedawno zajęła się tym problemem niemiecka minister ds rodziny Ursula von der Leyen). Dziś już więcej kobiet pracuje, ale jak się rozejrzeć po zarządach i radach nadzorczych różnych firm, to kobiet na wysokich stanowiskach praktycznie nie ma. Szczyt kariery to szefowa działu personalnego albo sekretarka wielkiego szefa. No i zwyczajowo, za tę samą pracę kobiety wciąż otrzymują niższe wynagrodzenie.

Jedyne, czego Polki mogą Niemkom pozazdrościć (dla ścisłości: Niemkom z południa) to tutejszy Tłusty Czwartek, zwany Babskim Karnawałem (Weiberfasching). W ten dzień kobieta ma prawo uciąć każdemu napotkanemu mężczyźnie - no co? - ano krawat! Może to pomaga im przetrwać następny rok ze słodkim uśmiechem na ustach.
środa, 07 marca 2007
Głos z filmem w tle
Hop do świata iluzji. A raczej w przeszłość. Edith Piaf upada na scenie - martwa? Zaraz potem powraca jako mała dziewczynka i potem już w najróżniejszych wcieleniach. "La vie en rose" Oliviera Dahana.

Wadą prawie każdej filmowej biografii jest nadmiar; tutaj też aż kotłuje się od wydarzeń ważnych i nieważnych, bo życie Piaf wystarczyłoby na tasiemcowy serial. Trochę to nuży, ile razy już widziałem na ekranie Wielkiego/Wielkiej trudne dzieciństwo, sukces, upadek, starość, śmierć... W tym filmie nagrodą są momenty, kiedy Piaf wychodzi na scenę i zaczyna śpiewać. Jej głos wypełnia całą salę i brzmi tak świeżo i fascynująco, jakby wcale nie należał do przeszłości, jakby wciąż żył. I dla tych paru momentów warto pójść na ten film.
poniedziałek, 05 marca 2007
Wypędzeni
W telewizji na jedynce był wczoraj film o wypędzonych z Polski i cały tematyczny wieczór na ten temat (recenzja filmu tutaj).
Herr Müller i sprzątaczka
Nie oszukujmy się. Polak w Niemczech jest człowiekiem gorszej kategorii, choć oczywiście żaden Niemiec na poziomie tego nie powie, a może nawet nie pomyśli. Niemieckie poczucie wyższości trwa od stuleci. Zaczęło się od pogardy dla bałwochwalczych Słowian, potem przyszły zabory i propaganda, która niższością kultury polskiej uzasadniała prawo Prusaków do kolonizacji (nieśli nam kulturę). Po krótkiej przerwie Hitler zaliczył nas do podludzi, znów mówiło się o prymitywnych i zawszonych Słowianach. Później staliśmy się sprzymierzeńcami komunistycznego zła, z jego szarością i brudem, a po 1989 wszystkie stereotypy potwierdziły się, kiedy sprytni Polacy przyjechali, żeby w podrabianych dresach kraść niemieckie samochody. Choć oczywiście, jako sprzątaczki, mechanicy i pracownicy na plantacjach sprawdzamy się bardzo dobrze. Słyszę to co jakiś czas w formie komplementu od jakiegoś miłego Niemca, np. "A, jesteś z Polski? Moja sprzątaczka też jest Polką i jestem bardzo zadowolony."

Ten balast historyczny ogromnie ciąży parom polsko-niemieckim, tak jakby nie wystarczyły już różnice w mentalności. Dlatego
nie dziwi mnie historia z Wyborczej o tym, jak to po rozwodzie, matka-Niemka, zabrania synowi nauki polskiego, a sąd popiera jej decyzję:

Póki małżeństwo żyło w zgodzie, Filip mówił płynnie po niemiecku i po polsku. Para rozstała się jednak, a opiekę nad chłopcem przyznano matce. Sąd twierdził wtedy m.in., że "lekarze stwierdzili opóźnienia w rozwoju mowy i rozsądne jest zaniechanie dwujęzycznego wychowania".

Dwujęzyczność jako przeszkoda w rozwoju dziecka? Dziewiętnastowieczny absurd. Chodzi raczej o odsunięcie dziecka od ojca. A że przy tym dziecko straci dostęp do kultury części swojej rodziny, to wydaje się niemieckiemu sądowi mało ważne.

Spotkałem kiedyś w Barcelonie stuprocentową Niemkę, Sabine. Zatkało mnie, kiedy przyznała, że jej matka jest Polką. "Ale nie znam ani słowa po polsku. Ojciec nie chciał, żebyśmy uczyli się polskiego. Rodziny w Polsce też nigdy nie odwiedzaliśmy." Lepiej nie zakłócać dwujęzycznością rozwoju dzieci, prawda?
 
1 , 2