Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
niedziela, 22 kwietnia 2007
Skacowane rozważania
Byłem wczoraj na imprezie. Typowo niemiecki styl: piwo, jedzenie i nuda. Muzyka dudni. Ludzie rozwaleni na kanapie rozmawiają sobie po cichu albo snują się z piwem z kąta w kąt. Spokój, luz. Każdy sobie rzepkę skrobie, grupki zamiast grupy. Nic z atmosfery hucznego wiejskiego wesela, którą tak lubiłem na naszych imprezach w poznańskim akademiku.

- Jakaś spokojna dzisiaj ta impreza u was - rzuciłem w pewnym momencie lekko zirytowany w stronę jednego z gospodarzy.
- Przecież miło się tak zrelaksować czasami w spokoju, nie?

I to jest właśnie w Niemcach najgorsze. Spokój, luz i niedobór temperamentu. Owszem, bawią się, owszem tańczą na dyskotekach, owszem, śmieją się po pijanemu. Ale wszystko na pół gwizdka. Za każdym razem kiedy spotykam się z ludźmi mam wrażenie, że za moment coś się zacznie, zaczniemy się bawić, śmiać i wygłupiać, tak naprawdę, ale ten moment nigdy nie następuje. Różnice kulturowe to prawdziwe przekleństwo.

Może dlatego wciąż wracam do pewnej sceny z wczoraj. Rozmawiam z małą, zabawną Hiszpanką. Też mieszka w Monachium, dobrze się tu czuje, ma przyjaciół i znajomych. Przyjechała na dwa semestry jako Erasmus i zaraz potem dostała pracę. Praca jest bardzo ciekawa i po pół roku wciąż ją bardzo cieszy.

- Ale obiecałam sobie, że jeżeli kiedyś zacznę się tu źle czuć, to wyjadę.

Tak mi to zdanie chodzi po skacowanej głowie.
środa, 18 kwietnia 2007
Marsze i uświęcona nienawiść
Znów się zaczyna sezon marszów (i ataków na marsze), wszystko w ustalonej tradycją kolejności: Marsz Tolerancji (Kraków), Parada Równości (Warszawa) i Marsz Równości (Poznań). Cieszę się, bo parady osiągnęły swoje cele: homoseksualizm przestał być w Polsce tematem tabu, zbrodnią bez imienia... Ujawniła się polska homofobia (dobrze, bo trudno walczyć z przeciwnikiem, którego pozornie nie ma), ale okazało się też, że część Polaków nie ma nic przeciwo lesbijkom i gejom. Słowem, zbliża się stan normalności (you can say I'm a dreamer, but I'm not the only one).

A mimo to, każda parada kosztuje mnie trochę nerwów. Wiadomość o przebiegu pierwszego marszu w Krakowie w 2004 była szokiem, nie mogłem uwierzyć, że coś takiego zdarzyło w moim kraju (Wszypolacy i kibole obrzucili wtedy uczestników kamieniami i butelkami, a potem ścigali ich z bejsbolami po Rynku). Od tego czasu dużo się zmieniło, policja chroni uczestników (na serio, a nie na niby, jak wtedy w Krakowie), ale wrażenie pozostało. Bezmyślna zajadłość, nienawiść bez powodu... Wszystko pod płaszczykiem OBRONY ojczyzny i wiary. Tradycyjnie: obrona przed Tatarzynem, Niemcem, Żydem i pedałem. Cel uświęca środki (wodą święconą z pobliskiego kościoła).

Mam nadzieję, że nikt nie ucierpi w sobotę z rąk polskiej Hitlerjugend. Życzę organizatorom parady dobrej pogody i spokojnego przemarszu. A tymczasem, jak to trafnie przewidzieli Wszypolacy, naciągam czerwone majtki z cekinami i z całkiem miękkim nadgarstkiem idę popromować homoseksualizm tudzież pomolestować nieletnich.
wtorek, 17 kwietnia 2007
Niemiecka zakonnica


Beckmann zrobił dziś w Jedynce program z okazji 80-tych urodzin Benedykta XVI. Zaprosił kardynała Meisnera z Kolonii, dwie zakonnice, pracujące z młodzieżą (siostra Jordana i siostra Teresa) i jakiegoś biografa Benedykta. Zaczęło się od słodko-pierdzących rozmów o charakterze i przyzwyczajeniach papieża, pracy sióstr z dziećmi i pisaniu biografii. A potem Beckmann wyciągnął z rękawa zatruty sztylet i zaczął zadawać pytania nt. roli kobiet w Kościele, celibatu, antykoncepcji i odpowiedzialności Kościoła za epidemię AIDS w Afryce. Było to zupełnie nie na poziomie (a raczej na zwykłym poziomie Beckmanna, który dziennikarza nieudolnie imituje), bo widać było, że Meisner się takich pytań zupełnie nie spodziewał i że został po prostu wciągnięty w pułapkę. Żal mi go było, bo chciał nie chciał, musiał trzymać się wykładni swojej firmy i ze spokojną, kamienną twarzą ignorować ataki.

A skąd te ataki? Nie tylko ze strony Beckmanna. Siostra Jordana (czy też Teresa, na zdjęciu po lewej), która tak słodko opowiadała o swojej pracy w przytułku dla dzieci, nagle zaczęła wyrażać osobiste poglądy na wspomniane wyżej kontrowersyjne tematy. Stwierdziła, że czuje się w Kościele mniej ważna niż mężczyźni. Wtrąciła, że nie wszyscy księża dają sobie radę z samotnością, jaka wynika z celibatu. Powiedziała, że jest jednoznacznie przeciwko aborcji, ale antykoncepcja jest w stanie wg niej zapobiec wielu rodzinnym nieszczęściom, sytuacjom, w którym dziecko po prostu się zdarza i potem musi cierpieć. Na koniec zwieńczyła wszystko zdaniem, że pozwolenie Kościoła na stosowania kondomów mogłoby uratować w Afryce wielu ludzi, którzy może nie są tak silni, by się całkowicie powstrzymać od seksu czy zachować wierność. Powiedziała, że wprawdzie jako katoliczka nie może się zgodzić z ich postawą, ale należy się odnosić do rzeczywistości i ona jako kobieta i człowiek jest za ochroną życia. Słowem, okazała się myślącym i odważnym człowiekiem (odważnym, bo koło niej siedział kardynał, a program szedł w eter). Biograf próbował ją zagłuszyć, ale mu się nie udało. Druga siostra poparła ją, choć odrobinkę ostrożniej, i tak, przynajmniej w telewizji zdrowy rozsądek i prawdziwa miłość bliźniego zatriumfowały.

Zdrowy rozsądek, niezależność myślenia, odwaga wyrażania swoich opinii - tego polska zakonnica mogłaby się nauczyć od niemieckiej koleżanki. I gdyby takich zakonnic było w Polsce wystarczająco dużo, to sam bym się podpisał pod propozycją zmiany Polski w państwo kościelne.
niedziela, 15 kwietnia 2007
Lato wszędzie - fotoreportaż

Most Reichenbach i słodkie lenistwo po obu stronach mostu



Flaucher czyli powiew Majorki


Lato wszędzie 2
No i byliśmy nad rzeką, poszliśmy trochę dalej w górę Isary, za wyspę Flaucher, tam gdzie zaczynają się kamieniste plaże (nb. Flaucher to najbardziej popularne miejsce do grillowania, siwe od dymu). Plażowiczów było jeszcze więcej niż w sobotę, rodziny, grupy przyjaciół, pary, ludzi mnóstwo. Nie brakowało nawet chętnych do pluskania się w rzece, chociaż woda jeszcze nie za ciepła. Piwa też moczyły się w rzece, piwo należy do rytuału plażowania.

Chyba wszyscy wybrali się gdzieś w zieleń, bo kiedy wracaliśmy przez centrum do domu, było tam pusto jak po wojnie atomowej.
Lato wszędzie
W Monachium lato w pełni, już chyba od tygodnia świeci słońce i mamy to wspaniałe błękitne niebo bez jednej chmurki, które jest znakiem firmowym Bawarii (zawdzięczamy je podobno masom suchego i ciepłego powietrza znad Alp). W dodatku temperatura w dzień utrzymuje się między 20 a 25 stopni.

Monachium w słońcu wygląda naprawdę jak najbardziej północne miasto Włoch (jak się je czasami określa). Wszyscy wyletnieni, krótkie rękawki, ciemne okulary itp. Knajpy, nawet najmniejsze, wystawiły ogródki, chociażby trzy stoliki, można jeść, pić i rozkoszować się piękną pogodą. Ale najważniejsza jest atmosfera urlopu. Ludzie nie pędzą po ulicach, raczej przechadzają się jak w Sopocie po molo.

Oczywiście wszystkie tereny zielone pokryły się kocykami i bladymi jeszcze ciałami. Englischer Garten, łąki nad Isarą, wszystko pełne, najchętniej opalają się ci, którzy zimę spędzili na siłowni i na boisku (aż miło popatrzeć na tych pakerków...). Ale nie tylko, nikt tu nie ma wielkich kompleksów, starsi też nie kryją się po kątach, nawet jeśli sylwetka już nie ta. Panuje równość, także między kobietami i mężczyznami, topless nikogo tu nie szokuje (Monachium i okolice to w ogole stolica spontanicznego i radosnego naturyzmu, więc kogo miałyby gorszyć nagie piersi).

Ale dość pisania, idziemy nad rzekę poopalać się na zielonej łące.