Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
wtorek, 29 maja 2007
Herr Kotek był chory
Mój chłopak był chory i leżał w łóżeczku
I przyszedł pan doktor -

I myślicie pewnie, że ładna to historia niedługa? Pan doktor przepisał właściwy lek i pacjent już na drugi dzień skakał jak ta kózka, co nóżki nie złamała. No, to bardzo się mylicie.

Tak naprawdę zaczęło się od nocnego alarmu, była czwarta, środek długiego weekendu (poniedziałek po Zielonych Świątkach jest wolny). Wstawaj, wstawaj, znowu mam anginę. Znowu? To już chyba siódma czy ósma w ciągu trzech lat. Monachijscy lekarze przepisują antybiotyki, mówią, że wszystko będzie dobrze i robią dobre wrażenie (w swoim mniemaniu). Tym razem też tak było. Przyjechała lekarka z dyżurnej przychodni, zainkasowała 10 euro i przepisała to samo, co było ostatnim razem, pewnie dlatego, że ostatnio zadziałało. Mijają dwa dni, mój ukochany leży jak kłoda przykryty po uszy i trzęsie się z gorączki. Ogląda sobie migdałki, a te zamiast się poprawiać coraz bielsze i bielsze, jak śniegowe kulki. Znów dzwonimy po lekarza. Przyjeżdża, zagląda w gardło przez 10 sekund (bez latarki, bo po co) i mówi, cierpliwości, trzeba poczekać, aż antybiotyk zacznie działać. Ale... Ropy już nie ma, gardło czyste, tylko jeszcze pozostałości. Ale... No jeśli pan koniecznie chce, to może pan się wybrać do naszego dyżurnego laryngologa, tak dla uspokojenia. Aha... Do widzenia.

Na widok migdałków laryngolog aż się wzdrygnął, czegoś takiego w życiu nie widział, biel dopełzła już do tchawicy i podstawy języka, więc zaraz poszła w ruch kroplówka z innym antybiotykiem, na następny dzień testy, wyniki itd. Migdałki raczej do usunięcia. Uff, po trzech latach w Monachium udało nam się wreszcie znaleźć lekarza, który umie leczyć, a nie tylko zaleczyć.

I jeszcze drobiazg: z wynikiem jednego testu trzeba było pójść do internisty. Internista zagląda w papierek i mówi: niech się pan nie denerwuje, to nie jest groźne zakażenie. Jakie zakażenie?? No, przecież wynik pozytywny. Nieprawda, wynik był negatywny! Kiedy pan doktor wreszcie zadzwonił do laboratorium, okazało się, że Po Prostu pielęgniarka się pomyliła i zamiast negatywny wpisała pozytywny. Wielkie rzeczy...
poniedziałek, 21 maja 2007
Przeszli geje przez Aleje
..., a lesbijki przez aléjki :) Wygląda na to, że Parada Równości weszła wreszcie na prostą. Szkoda tylko, że chłopaki ze Wszypolskiej nie chcą tego zaakceptować... Tak się przez chwilę zamyśliłem, ale wnet poprawił mi humor rycerz Giertych. Na wczorajszym Marszu dla Życia i Rodziny, który stanowił odpowiedź Sił Dobra na diabelską paradę, Roman stwierdził:

...wstrętni pederaści przyjechali tutaj z wielu krajów i próbowali narzucić nam swoją propagandę...

Kiedy usłyszałem te słowa, łuski opadły mi z oczu i w przebłysku jasnowidzenia ujrzałem Romka w jego prawdziwej postaci. Teraz już wiem: tak naprawdę jest małą, zasuszoną staruszką w bereciku, która uśmiecha się do wszystkich i tylko czasem biegnie zdyszana przez ulicę, wymachuje parasolką i krzyczy:

Uciekaj pedału, uciekaj, wstrętny pederasto ty, a fuj!

I niech sobie pokrzyczy, żeby tylko sobie i innym krzywdy nie narobił(a).
niedziela, 06 maja 2007
Wiosenne porządki
Prowadzę tego bloga już od jakiegoś czasu i jako człowiek z gruntu pedantyczny z niepokojem zauważam rosnący chaos. Nie, tak być nie może! :) Ordnung muss sein! Dlatego postanowiłem podzielić strumień świadomości na dwa potoki:

- "Pozdrowienia z Monachium" będzie się zajmować życiem emigranta, Polską widzianą z daleka i ogólnie polityką i Refleksją nad Światem

- "Android w Ogrodzie" - tu trafią refleksje nt. przeczytanych książek i obejrzanych filmów (tak mi już brakuje szkolnych rozprawek :), a z czasem pewnie i cała reszta rzeczy, które nie pasują do pierwszego bloga.

Zobaczymy, co z tego podziału wyniknie.
03:57, ticotico
Link Dodaj komentarz »
Szparagi a sprawa polska
Mniam, mniam, w lodówce czeka pęczek szparagów, będzie jutro pycha obiadek. Najwyższy czas, sezon szparagowy trwa już od paru tygodni. Poza tym lepiej się pośpieszyć, bo nie wiadomo, czy w tym roku szparagów nie zabraknie. Dlaczego? Ano, Polacy wolą jechać do pracy do Anglii (patrz artykuł), zarabiają tam więcej i nie muszą pracować dla Niemca ;) A niemieccy bezrobotni za bardzo się do pracy na polu nie kwapią, bo ciężka, słabo płatna i hańbiąca. Nie wierzycie, twierdzicie, że żadna praca nie hańbi? Oglądałem kiedyś reportaż o zbiorach ogórków. Poza masami Polaków pracowały tam trzy Niemki. Dziennikarz zapytał je, czy się nie wstydzą tak pracować na polu. Nie, odpowiedziały dzielnie.

Może jak zabraknie świeżych warzyw, zacznie się tu wreszcie bardziej doceniać (moralnie i finansowo) polskich pracowników sezonowych?