Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
środa, 26 maja 2010
Kraków, Kraków i pokraków
Właśnie wróciliśmy z Krakowa. Był to wyjazd edukacyjny. Trochę dla nas, bo z Krakowa znaliśmy tylko Rynek, a i to w formie sprzed ponad dziesięciu lat. Ale bardziej chodziło o nich, naszych niemieckich znajomych, parę, z którą przewędrowaliśmy już wiele ścieżek i ścieżynek i zniszczyliśmy przy kawie wiele kawałków ciasta. Przy jednym z kolejnych kawałków, podczas kolejnej rozmowy o Polsce Kaczyńskich (motyw przewodni naszego życia w M.) wyszło na jaw, że koledzy wyobrażają sobie wyjazd praktycznie wszędzie, tylko nie do Polski, "bo tam się dyskryminuje gejów". Po czym polecieli do Istambułu. W związku z czym uknuliśmy chytry plan, najpierw pokaz slajdów o Krakowie w domu kultury Gasteig, potem parę kieliszków czerwonego wina i już mieliśmy w kieszeni podpisy pod oświadczeniem, że wybiorą się z nami do Polski.

Dlaczego nam tak zależało? Sam do końca nie wiem, chyba odezwała się urażona polskość. Jak to, wszędzie latają, a do Wielmożnej Ojczyzny nie? Podejrzewaliśmy, że za fasadą dumy gejowskiej kryją się zwykłe niemieckie uprzedzenia - że Kraków będzie brudny, że ich okradną, że jedzenie będzie do niczego - komunistyczne - aha, i że zostaną w biały zlinczowani na środku Rynku Głównego po tym, jak dadzą sobie całuska. To, że rzeczywistość jest bardziej ulotna i skomplikowana, jakoś nie dawało się im wytłumaczyć, szok wywołany cytatami z Kaczyńskich w Sueddeutsche był zbyt wielki.

Ale już pierwsza filiżanka czekolady na Rynku Głównym zrobiła swoje. Okazało się bowiem, że ma - cytuję - "szwajcarską jakość i czegoś takiego się w Monachium nie dostanie". Z całej reszty pamiętam jakieś przebłyski orgii kulinarnych przeplatanych wspinaniem się na schody kolejnych wież i oglądaniem ołtarzy, komnat i innych zabytków. Fanami Mleczarni i restauracji Ariel (obie na Kazimierzu) Matthiasi zostaną chyba już do końca życia.

Co najdziwniejsze, okazało się, że - przynajmniej na pierwszy rzut oka - w Krakowie jest wszystko, co Matthiasi tak cenią w Monachium. Zaciszna lesbjiska knajpka z dobrym jedzeniem - proszę bardzo, Cafe Młynek. Kluby - owszem, Cocon i LaF (wymsknęło im się, że nie spodziewali się żadnego klubu - "bo mówiliście, że Kraków jest konserwatywny!"). A że głupi ma szczęście (mówię o sobie), trafiliśmy jeszcze na sam środek Queerowego Maja i festiwal O Miłości Między Innymi. Trafił nam się łakomy kąsek - pierwszy film gejowski, z roku 1919, "Inaczej niż inni", ze świetną muzyką na żywo. Zabawne, rekonstrukcja filmu pochodzi z Filmmuseum München, ale w na monachijskim festiwalu LGBT "Verzaubert" pewnie nigdy jej nie obejrzymy, bo nie pasuje do masowo-komercyjnej koncepcji.

Mam teraz nadzieję, że Matthiasi zaczną mnie wspierać w tłumaczeniu niemieckim gejom: "'Mylisz się, w Polsce są kluby i organizacje, mimo Kaczyńskich i kościoła katolickiego". Bo tak naprawdę już mnie trochę drażni ciągłe udowadnianie, że nie pochodzę z Iranu.

A przy okazji, jeśli ktoś szuka trochę innego przewodnika po Krakowie dla niemieckich znajomych, to polecam Marty Kijowskiej "Krakau: Spaziergang durch eine Dichterstadt".