Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
wtorek, 28 sierpnia 2007
Tico rusza na południe
Miałem wam jeszcze opisać naszą wizytę w Dachau sprzed tygodnia i historię więzionych tam gejów, ale niestety już nie zdążę, może po powrocie? Teraz włażę do łóżka, żeby za parę godzin wstać i powlec walizę na lotnisko. Wreszcie urlop!!! Do usłyszenia...
02:36, ticotico
Link Komentarze (4) »
Na koniec przyjdą turyści
I jeszcze jeden film, tym razem taki, który naprawdę warto obejrzeć. Wszedł niedawno na ekrany w Niemczech, nazywa się "Am Ende kommen Touristen" ("Na koniec przyjdą turyści").

Historia jest prosta. Sven z Berlina przyjeżdza odrobić zastępczą służbę wojskową jako wolontariusz... w obozie w Oświęcimu. Na początku nic nie rozumie z tego obcego świata, potem poznaje pewną Anię i powoli się aklimatyzuje, a potem... To już musicie zobaczyć/doczytać sami, bo nie mam akurat za dużo czasu :).

Dlaczego go polecam? Bo to jeden z nielicznych filmów o kontaktach Niemców i Polaków i chyba jedyny, który pokazuje te kontakty takim świeżym okiem. Siedząc w kinie, myślałem co jakiś czas "Tak, tak właśnie jest." To prawie reportaż, ale i coś więcej, próba pokazania, jak młodzi ludzie z obu krajów radzą sobie z ciężkim brzemieniem historii. "Wróżby kumaka" na podstawie powieści Grassa, w których Janda zagrała rok czy dwa temu, też miały być takim reportażem-rozliczeniem, ale moim zdaniem wypadły dużo słabiej i bardziej stereotypowo.

Co ciekawe, film wygląda na bardziej polski niż niemiecki. Współpraca niemieckiego reżysera z grupą niemieckich i polskich aktorów udała się idealnie. Fehling i Wysocka (filmowi Sven i Ania) są rewelacyjni, grają tak jakby nie grali... Fehling jest do tego całkiem przystojny :)

I jak wspaniale zabrzmiał w monachijskim kinie Niemen: dziwny jest ten świat...
Bawarski obłęd w kropki


Jak reżyser z Kolonii robi pod koniec lat 80-tych parodię bawarskiego filmu z lat 50-tych, to już dziwniej być nie może. Pakuję się właśnie i oglądam jednym okiem (ARTE jest wspaniałe, zawsze mają takie osobliwości).

Jakby ktoś chciał też obejrzeć, film nazywa się "Die Geierwally".
sobota, 25 sierpnia 2007
Pomożecie? Pomożemy?
Angela Merkel, w natchnieniu :)

Merkel ogłosiła, że od listopada młodzi inżynierowie z nowych krajów UE będą mogli pracować w Niemczech (tutaj artykuł z GW). Ciekawe, ilu ich przyjedzie. Parę lat temu też była taka akcja, informatycy z Polski dostawali automatycznie zieloną kartę, jeśli udało im się znaleźć pracę. Wiele hałasu o nic - przyjechało raptem kilkadziesiąt osób, bo ani firmy ich za bardzo nie chciały (bariera językowo-kulturowa), ani informatykom nie chciało się wybierać na niemieckie wojaże. Myślę, że trochę się niemiecki rząd zagapił, bo Polacy i Litwini zdążyli powyjeżdżać do Anglii, Rumuni i Bułgarzy do Hiszpanii i Włoch, niemiecki ogólnie chyba trochę wyszedł z mody. Ale pożyjemy, zobaczymy.
Rozczulenie
Siedzi sobie taki w metrze, 17, może 18 lat, a już facet całą gębą - sroga mina, biała koszulka na ramiączkach, opalone ramiona obejmują dziewczynę, białe dresy z paskiem wyciągają się na całą długość aż po białe buty sportowe klasy ekstra. Buty spoczywają na przeciwległym siedzeniu. No słowem chuligan :) Ale nie byle jaki, tylko porządny chuligan, dlatego buty nie leżą bezpośrednio na siedzeniu, o nie - pod butami znajduje się rozłożona gazeta, która chroni siedzenie przed zabrudzeniem (i być może właściciela butów przed ewentualną karą pieniężną). Taki chuligan pewnie nie skrobie haseł po szybach, przeciwnie, dba o czystość (upodobanie do bieli!) i porządek. Aż się rozczuliłem...
niedziela, 19 sierpnia 2007
Polski ślad
W S-Bahnie: szyba porysowana napisami "Fuck", "I love you" i "Kurwa". Jakiś gówniarz musiał sobie ulżyć i pozwolił sobie na to, bo w kraju historycznego wroga (patrz A.Fotyga) wszystko wolno.

A ja się potem muszę wstydzić.
Monachium rowerowe
Monachium roi się od rowerów. Rowerem jeździ się wszędzie, na zakupy, do pracy, do kawiarni i na Oktoberfest (nawet jeśli później, po 3 litrach piwa, ciężko się wraca :) I my wreszcie, po dwóch latach odwlekania, kupiliśmy sobie rowery i zaczęliśmy śmigać z innymi przez drogi i ścieżki (tu mapa ścieżek rowerowych). Wspaniałe uczucie, ta niezależność od metra czy tramwaju, wreszcie nie trzeba wieczorem patrzeć na zegarek (odjechał już ostatni czy jeszcze nie?).

Aha, a tutaj jeszcze podstrona rowerowa na oficjalnej stronie Monachium, Bawaria dla rowerzystów (trzeba kliknąć z lewej na "Übersichstkarte") i monachijski oddział ADFC (niemiecki klub rowerowy).
Cudze ganicie, swego nie znacie?
Wczoraj minął rok (dopiero rok!) od wprowadzenia w Niemczech ustawy antydyskryminacyjnej. Radio B5 Aktuell stwierdza w podsumowaniu, że jak dotąd nie potwierdziły się obawy niemieckich przedsiębiorców, którzy przewidywali falę pozwów, związanych ze zwolnieniami lub odrzuceniem na rozmowie kwalifikacyjnej. Nie, pozwów jest niewiele, prawdopodobnie dlatego, że społeczeństwo nie bardzo wie, jak ma z ustawy korzystać. W upowszechnieniu wiedzy ma pomóc odpowiedni urząd (który jeszcze nie ma swojej strony internetowej...). I tu mały smaczek: B5 wymienia sprawy, z którymi można się zwracać o poradę: "dyskryminacja ze względu na płeć, wiek czy niepełnosprawność.". Kropka. Ani słowa o orientacji seksualnej.

Witamy w Niemczech, witamy w Bawarii. Jeśli się tutaj wspomina o gejach w wiadomościach, to najczęściej w kontekście wydarzeń w Polsce lub w Rosji. (przypomina mi się takie śliczne stwierdzenie po reportażu z nieudanej parady w Moskwie: "Geje i lesbijki są bowiem w Rosji wciąż jeszcze dyskryminowani."). Typowe: pokażmy jak źle u innych, jak dobrze u nas. A tymczasem wg raportu związków zawodowych (pisałem o tym tutaj) aż 3/4 gejów i lesbijek miało jakieś problemy w pracy w związku z ujawnieniem swojej orientacji. Ale mówienie o tym już nie pasuje do obrazu kraju pod każdym względem postępowego, za jaki Niemcy chciałyby uchodzić.
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Gejowska solidarność
Aha, jeszcze jedno zdjęcie z sobotniej parady:



Jesteśmy również w Rosji,
jesteśmy również w Polsce!

Na wysokich obcasach
Skończyły się sobotnie ulewy (dawno czegoś takiego nie widziałem, uliczne festyny z okazji CSD wyglądały jak obozowiska powodzian), wyjrzało słońce i od razu zaczęło nas przypiekać. Matthiasi (znajoma para) przypalili sobie nosy :) A gdzie? A na Marienplatz, gdzie jak co roku odbył się wielki Wyścig na Wysokich Obcasach czyli Pumps Race. 11 uczestników/czek(?) wystrojonych w sukienki i czółenka musiało obiec Marienplatz, wykonując przy tym różne zadania: rzut torebką do kosza, wieszanie pończoch, wchodzenie po drabinie (tu ujawniły się niektóre braki, np. owłosione nogi), śpiew (dla ludzi o mocnych nerwach) itp. Publiczność szalała i biła brawo po kolei dla Michelle, Chantale, Celine Dion, Irmgard Weisswurst itd. :) Poniżej moja faworytka (piękna, zgrabna i muzykalna), a resztę zdjęć można obejrzeć tutaj.

Moja faworytka, miejsce nr 2

Aha, wszystkie 11 zwyciężczyń otrzymało nagrody, głównie w postaci bonów do rozmaitych salonów piękności plus uwagi od konferansjerek w rodzaju "Kochanie, weź ten bon, idź do sauny, daj sobie usunąć zrogowaciały naskórek i obciąć paznokcie u nóg, a od razu poczujesz się lepiej!" albo "Druga nagroda to wizyta w salonie piękności XX, połączona z pielęgnacją całego ciała. Skarbie, to wspaniałe, za miesiąc już cię nie będziemy poznawać na ulicy." To trzeba było usłyszeć na żywo! Na cioty można się wkurzać i oburzać, ale bez nich byłoby na świecie dużo smutniej.

Mnie się w każdym razie podobało, chińskim turystom pewnie też, bo pilnie fotografowali scenę. Potem wrócą do swojej wioski gdzieś na północ od Pekinu i będą opowiadać kręcąc głową, że ci Niemcy to wesoły naród, kolorowo się ubierają, ale Niemki jakieś takie brzydkie i mało kobiece :)
 
1 , 2