Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
czwartek, 28 sierpnia 2008
Na sierpniowym balkonie
Właśnie wróciłem do domu - dla odmiany rowerem - i znów mnie zaskoczyło, jak tu zielono, cicho i spokojnie. Na szczęście już się przyzwyczajam, na początku raczej mnie ten spokój denerwował...

Kiedy się siedzi tu na balkonie, tak jak ja teraz, można z łatwością poudawać, że Monachium nie jest jakąś metropolią, tylko małym miasteczkiem, gdzieś na uboczu. Parę domów, drzewa, świerszcze, cicho i ciemnawo. Sto metrów za naszym blokiem zaczyna się podmiejska zabudowa, dziesięć minut spacerkiem i wychodzi się na pole pszenicy (nie, nie, to nie granica miasta, za polem dalej ciągną się ulice).

No cóż, centrum Monachium samo w sobie jest niewielkie, większość dzielnic to wioski, które z miastem łączy metro i przynależność administracyjna. Stąd te pola i domki... Jak to się mówi, największa wioska świata. Podsłuchaliśmy kiedyś w pociągu pewną panią, która pomstowała na to, że w M. ani śladu wielkomiejskiej atmosfery - "raz na jakiś czas muszę sobie wyjechać do Berlina, żeby się poczuć normalnie". Może ta pani za często bywa w operze, jak się popatrzy na "eleganckie" stroje śmietanki towarzyskiej, to rzeczywiście śmiech bierze. Towarzystwo wygląda jak bogate chłopstwo na niedzielnej mszy, kobiety w drogich jedwabnych dirndlach (dirndl to ta bawarska sukienka z fartuszkiem), a faceci w swoich zielonych kurteczkach. Jak to na wiosce. Paryż, Londyn, wszystko hen daleko daleko.

Dobra, spać, bo jutro musimy wstać z kurami, o siódmej :)
01:00, ticotico
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 sierpnia 2008
Jeszcze o chansons d'amour
Udaję cynika, ale w głębi duszy jestem romantykiem i dlatego ciągle za mną chodzą piosenki z "Les chansons d'amour". Pogrzebałem w youtubie, okazuje się, że ktoś tam załadował cały film (z angielskimi napisami, 9 części). Jakby kogoś interesowało, to tu jest część nr 1...
niedziela, 24 sierpnia 2008
Pierwszy weekend w raju
Już prawie tydzień po przeprowadzce. Wprawdzie większość mebli wciąż jeszcze leży na ziemi w postaci porozkręcanej i nasz świat składa się głównie z kartonów, ale drobnymi kroczkami zbliżamy się do błogostanu i małego, drobnomieszczańkiego szczęścia. Na balkonie suszy się pierwsze pranie, lodówka wreszcie podłączona, luksus...

A w ogóle skąd mi przyszło do głowy drobnomieszczaństwo? Przed naszym blokiem stoi tabliczka:



czyli na nasze:

Osiedle Parkowe Bogenhausen

  • Wchodzą państwo na teren prywatny.

  • Psy prosimy prowadzić na smyczy. Psie nieczystości należy niezwłocznie usunąć.

  • Prosimy o zachowanie czystości oraz wzgląd na bezpieczeństwo i spokój na osiedlu!

Serdecznie dziękujemy.

Administracja


Po trzech latach na Giesingu, gdzie nic nikogo nie obchodziło, taka tabliczka działa jak lekkie uderzenie prądem :) Pożyjemy, zobaczymy. Na razie po prostu rozkoszujemy się przestrzenią, światłem i zielenią za oknem. cdn.
wtorek, 12 sierpnia 2008
Piosenki miłosne
Poniedziałek. W poniedziałki kino Atelier prezentuje swej gejowskiej i lesbijskiej publiczności filmy z tzw. wątkiem. Nazywa się toto MonGay. MonGay przedstawił nam dzisiaj francuski musical pt. "Les chansons d'amour" (Christrophe Honoré, 2006).

Z musicalu wynika, że:
- Francuzi są dziwni
- Francuski są łatwe
- w Paryżu kwestia orientacji seksualnej nie istnieje
- w Paryżu wiecznie jest zimno i pada
- śmierć to dobra okazja, żeby zacząć życie na nowo ;)

(Uwaga Wszechpolacy: ten film trzeba obejrzeć, pokazuje zgniliznę moralną Zachodniej Europy w całej okazałości! :)

Co jeszcze o filmie? Ładne, nowoczesne, francuskie piosenki. Z francuskim tekstem, skomplikowanym jak życie bohaterów.

Nie wiem jeszcze, o co chodziło, napiszę jak do mnie dotrze. Dla Was zwiastun:




PS. Żeby było jasne - film naprawdę mi się podobał... Więc jeszcze moja ulubiona piosenka, niestety bez napisów...



I jeszcze jedna piosenka...



I jeszcze jedna...


czwartek, 07 sierpnia 2008
Nadrabiamy letnie zaległości
Najgorsze już chyba za nami, jeszcze tydzień i mieszkanie będzie gotowe do przeprowadzki. Jeszcze dwa i obudzimy się w Bogenhausen. Najważniejsze, że powoli kończy się obsesja mieszkaniowa i zaczynamy znów cieszyć się życiem.

A jest czym. W Monachium wreszcie słońce, lato, 30 stopni, na kamienistych białych plażach wzdłuż rzeki wylegują się rozkosznie tłumy mieszkańców, rowery śmigają po ścieżkach, grille dymią, skóra ciemnieje, gdyby taka pogoda utrzymała się jeszcze przez pół roku, to M-City stałoby się drugą Ibizą, tym bardziej że gejów na plażach nie brakuje. Ale niestety, wystarczy, że słońce zajdzie, nadciąga chłód od Alp i przypomina - nie, nie jesteś w Hiszpanii, nie, pogoda nie będzie trwała wiecznie. Oj, niestety. Ubierz sweterek.

Na otarcie łez zostaną nam w chłodne dni wspomnienia, zdjęcia, np. taki Meksykanin nad Isarą. :)



Źródło: www.muenchen.de