Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
sobota, 29 września 2007
Omlet cesarski
Przypadkowo natknąłem się w sieci na przepis na Kaiserschmarrn, po polsku podobno "omlet cesarski". Kaiserschmarrn to prawdziwy król austriackich deserów, ulubiony także i w Bawarii. W restauracji zawsze trzeba na niego poczekać min. 20 minut, bo tyle trwa przygotowanie, ale naprawdę warto, jak widać na załączonym obrazku (z musem jabłkowym, mniam, mniam!)

 
czwartek, 27 września 2007
Deszcz kontra piwo czyli walka cieczy
Po słonecznym, upalnym weekendzie zmiana - w Monachium leje, pada, mży, całe niebo zasnute szarą watą. Wczoraj nawet zapachniało mrozem, jak w listopadzie. W górach już jesień. Tutaj też.

Ale niech wam się nie wydaje, że miasto ogarnęła melancholia, skądże znowu. Miasto nie przejmuje się pogodą, bo żyje czymś innym. Przypominam: trwa Oktoberfest.

Na ulicach, w metrze co rusz odświętnie ubrane grupki i pary. On - koszula, biała albo w kratkę i skórzane spodenki - Lederhose, do tego wełniane skarpety, ona - biała bluzka i sukienka z fartuszkiem, czyli Dirndl. Stroją się wszyscy, miejscowi, turyści i tacy jak my, co to ani jedno, ani drugie. Co do turystów, najechało się tego całe mnóstwo, najwięcej Włochów i Amerykanów. Pierwsi mają blisko, żabi skok przez Austrię, a drudzy kto ich tam wie, dlaczego tak się tu cisną.

Dla pobudzenia wyobraźni: parka w dirndl i lederhose. Prawie co druga osoba idzie na Wiesen ubrana w tym stylu, przy czym jest to fenomen ostatnich lat, wcześniej Tracht (strój ludowy) i Oktoberfest były tak samo (nie)popularne jak u nas stroje łowickie...


                   © Angermaier

Bawarskie stroje potrafią być bardzo sexy, dziewczyny mogą pochwalić się biustem, a faceci pokazać ładne nogi. Atrakcyjność strojów i noszących je osób wzrasta zresztą wraz z ilością wypitego piwa. Ja już po drugim kuflu oglądam się za co drugim chłopakiem w krótkich spodenkach :)

A co jeszcze robi się na Wiesn? Najpierw mały spacer w ścisku między namiotami, może karuzela, może paczuszka prażonych migdałów, może bułka z kotletem, jeśli ktoś zdążył zgłodnieć. Potem, jeśli pogoda dopisuje, kufel piwa w ogródku przed namiotem - jak się znajdzie miejsce. Potem, już w lepszym humorze, wizyta w gabinecie osobliwości: dama bez nóg, dama bez głowy, medium odgaduje datę urodzenia. Potem pierwsza próba wejścia do namiotu, czekanie w kolejce, może wpuszczą, utrata cierpliwości, kolejna runda na karuzeli, drugie podejście, po jakimś czasie sukces. W namiocie: radość, później szukanie miejsca na jakiejś ławie, bo piwo można kupić tylko jak się ma miejsce siedzące. Ścisk, tłok, hałas i bawarskie szlagiery, co zresztą na jedno wychodzi, do tego dym papierosowy. Co chwila przechodzi kelnerka czy kelner z mnóstwem kufli czy tacą pełną pieczonych kurczaków, drze się "Uwaga!" i przedziera przez tłum, pomagając sobie szturchańcami i czasem nawet kopniakami. Też się trzeba tak przedzierać, aż wreszcie sukces - znajdujemy miejsce do siedzenia. Najpierw dla jednej osoby, potem stopniowo wciskamy się całą grupą. Piwo smakuje wspaniale po tym całym wysiłku, można też zamówić kurczaka, który wygląda niestety raczej na gołębia, bo jest mały. Po którymś łyku muzyka podrywa na nogi, wskakuje się na ławkę i podryguje do "Heidi, heidi", "Viva Kolonia" i innych miejscowych przebojów. Jak występuje jakiś lepszy zespół, to i Beatlesów zagra albo nawet Briana Adamsa :)

No i tak się człowiek bawi z przyjaciółmi, tańczy z nieznajomymi Włochami czy Chińczykami, śpiewa albo ryczy i zapomina na chwilę o wszystkim. Nawet o pracy. Nawet o deszczu. Deszcz nie liczy się nawet, kiedy o 23-ciej wychodzi się z namiotu i człapie do pękającego w szwach metra. Bo moi kochani, deszcz z piwem w Monachium zawsze przegrywa.
niedziela, 23 września 2007
Bawarski obłęd c.d.
Pamiętacie bawarski obłęd w kropki? W YouTube można "Geierwally" obejrzeć w całości, u mnie na razie tylko dwa fragmenty, miłej zabawy :)




Oktoberfest 2007
Dobra wiadomość:

dzisiaj, o godz. 12 w południe prezydent miasta Monachium, Christian Ude, rozpoczął uroczyście Oktoberfest 2007. Rozpoczęcie nazywa się Fassanstich, Ude przeprowadził je bez pudła (w końcu jest prezydentem Monachium już od 1993). Odszpuntował beczkę piwa za pomocą trzech uderzeń i wykrzyknął sakramentalne "O’zapft is!" ("Odszpuntowana!"), po czym nalał piwa szanownym zebranym, w pierwszej kolejności premierowi Bawarii Stoiberowi i jego małżonce.

W ten sposób zaczęło się 16 dni pełnych wrażeń, jak co roku miasto zaleją przebierańcy w skórzanych spodenkach czy różowych fartuszkach, będzie tłumnie, gwarno i wesoło. A nawet bardzo tłumnie, bo szacuje się liczbę odwiedzających na 6 milionów (dla porównania, Monachium ma ok. 1,2 mln mieszkańców).

Zła wiadomość:

Jak co roku, piwo na Wiesn (Wiesn=Oktoberfest) podrożało, w tym roku najdroższe kosztuje już 7,90 Euro za litrowy kufel...
poniedziałek, 17 września 2007
Back in Munich
two weeks away feels like the whole world should have changed
but i'm home now, and things still look the same
i think i'll leave it till tomorrow to unpack, try to forget for one more night
that i'm back in my flat
on the road where the cars never stop going through the night
to a life where i can't watch the sun set, i don't have time, i don't have time

i've still got sand in my shoes and i can't shake the thought of you
i should get on, forget you but why would i want to
i know we said goodbye, anything else would have been confused
but i want to see you again

tomorrow's back to work and down to sanity
should run a bath and then clear up the mess i made before i left here
try to remind myself that i was happy here before i knew that i could get
on a plane and fly away
from the road where the cars never stop going through the night
to a life where i can watch the sun set and take my time, take all our time


(to najlepszy tekst o powrocie z wakacji, jaki znam. Dido, "Sand in my shoes")
11:17, ticotico
Link Dodaj komentarz »