Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
piątek, 19 września 2008
Jeszcze raz 850
Wszyscy próbują jakoś skorzystać z 850-lecia Monachium. Pewien bank oferuje korzystne kredyty (8,5 procenta) i reklamuje je następującym logo:

Typowo monachijskie smakołyki - precle, biała kiełbasa, rzodkiewka i piwo. Brakuje tylko jeszcze słodkiej musztardy i już byśmy mieli Weisswurstfrühstück (czyli odświętne śniadanie z białą kiełbasą...).
środa, 17 września 2008
Sen o Antarktydzie
Wyobraźcie sobie Antarktydę, całą pokrytą zielonymi łąkami; Antarktydę, na której rosną piękne zielone drzewa; Antarktydę, gdzie są także domy i ludzie, gdzie tylko mroźne powietrze i gruba warstwa chmur przypomina o tym, że nie jest się w Europie pod koniec lata. No i jak już sobie to wszystko wyobrazicie, to będziecie wiedzieli, jak wyglądało dzisiaj Monachium.
niedziela, 14 września 2008
Nasze zakazane mordy
Ale jeszcze a propos ostatniego wpisu, może po prostu wyglądamy na terrorystów :), mąż wysoki i postawny, ja taki ciemnawy, w Poznaniu też nas kiedyś policja zatrzymała. Uzasadnienie: komuś w okolicy właśnie ukradli samochód, a my wysiedliśmy z taksówki i poszliśmy do budki zadzwonić, mimo że mieliśmy komórkę... (ale kto normalny dzwoniłby w Polsce z niemieckiej komórki)
Drugie dno czyli wszyscy jesteśmy podejrzani
Każda idylla ma swoje drugie dno. Odkrywa się je zawsze przypadkowo i niespodziewanie, w najrozmaitszy sposób. Można odpalić wehikuł czasu i znaleźć się oko w oko z hordami Morloków. Można też wybrać się w sobotę na krótką wycieczkę rowerową po Bogenhausen.

Jeździliśmy sobie tu i tam, powolutku, mąż, ja i Znajomy Student z Polski (pozdrowienia...). Było na co popatrzeć, bo w Bogenhausen stoi willa przy willi, co jakiś czas konsulat, można kręcić się bez końca po alejkach. Co jakiś czas wyprzedzało nas jakieś BMW albo, rzadziej, Mercedes. Cisza. Spokój. Jesienne liście.

Kiedy już zmarzliśmy wystarczająco (11 stopni...), pojechaliśmy z powrotem w stronę Parkstadt. Wjechaliśmy na naszą ulicę i nagle w połowie drogi wyrosły przed nami dwa samochody i czterech czy pięciu facetów. Ktoś mignął jakąś legitymacją, mnie mignęło, że pewnie jednak nie umiem poprawnie poruszać się rowerem po ulicy. Ale nie o to chodziło.

Tajniacy wylegitymowali nas, przetrzepali Studentowi plecak i zaczęli nas wypytywać. Nie, nie żeby jakoś arogancko czy ordynarnie. Spokojnie i urzędowo. Ale kiedy się tak stoi z rowerem prawie na środku ulicy, ludzie przechodzą i gapią się ciekawie, to nawet taka spokojna rutynowa kontrola dziwnie się kojarzy z łapanką.

No i jeszcze te pytania. Gdzie pan mieszka? A od kiedy? A pan? Zameldowany? (jeszcze nie zdążyliśmy). A rower, gdzie rower kupiony? A za ile? A ten drugi rower? No wiecie panowie, rowery tu giną, a wy jesteście z Europy Wschodniej (zawsze mnie szlag trafia, kiedy to słyszę). Nie ma pan dowodu? Wie pan, jako obcokrajowiec powinien pan nosić przy sobie dowód (ja: A jako nie-obcokrajowiec?) itp. itd.

Nie, nie czepiali się ponad miarę i nie reagowali na moje zaczepki i uwagi, profesjonaliści. Ale cała wieczność minęła, zanim ten z kitką sprawdził nasze dane w centrali. W międzyczasie szef wyjaśnił nam, że obserwowali nas już od pół godziny, ponieważ:
a) wjechaliśmy do Bogenhausen ("gdyby panowie jeździli po Schwabingu, to nie byłoby problemu")
b) jeździliśmy bardzo powoli i rozglądaliśmy się ("rozumiem, panowie jesteście tu nowi, chcieliście się rozejrzeć, ale dla nas wyglądało to podejrzanie")
c) przejeżdżaliśmy obok konsulatów
d) jesteśmy z Europy Wschodniej (pewnie jakiś businessman w BMW za 60 tysięcy euro posrał się ze strachu, kiedy usłyszał język polski i zadzwonił na policję...)
e) w okolicy było włamanie (to ostatnie jakoś się dla mnie nie łączyło z przedostatnim, ale dla nich owszem)
f) mamy dobre i drogie rowery (z czego wynika, że jako Polak powinienem jeździć na starym rzęchu, bo inaczej będę zawsze podejrzany).

Wreszcie nas puścili, dojechaliśmy pod klatkę i spojrzeliśmy na siebie. Cały leniwy sobotni nastrój diabli wzięli. W końcu taka kontrola to po prostu napad w biały dzień, tylko że w majestacie prawa. Nasz biedny Student, biały jak ściana, wsiadł w metro i pojechał do siebie, a my wróciliśmy do domu.

I znowu dowiedziliśmy się paru rzeczy. Jak widać, Parkstadt Bogenhausen, gdzie mieszkamy, to nie Bogenhausen, ta słynna lepsza dzielnica. Bogenhausen jest magiczną krainą, której strzegą niewidzialne anioły, stąd cudowna cisza i spokój, brrr... Polacy (Czesi, Słowacy, Rosjanie...) Bogenhausen powinni omijać, ew. przejeżdżać przez tę dzielnicę z zamkniętymi oczami i jak najszybciej...

Już mi odrobinę przeszła złość, mąż pyta, czy pójdziemy na rower, a pójdziemy, trzeba odczarować. Po drodze przejedziemy przez Bogenhausen. Ja będę jechał bardzo powoli i trochę się porozglądam. W końcu jestem wolnym człowiekiem.
wtorek, 09 września 2008
Już 850 lat
Przez te wszystkie remonty i przeprowadzki zapomniałem wspomnieć o czymś ważnym - Monachium obchodzi w tym roku 850-te urodziny. Co chwila mamy jakieś festyny i uroczystości (tutaj pełny program). Może jeszcze zdążę wrzucić parę zdjęć do końca roku... ;)