Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
sobota, 02 stycznia 2010
Rok monachijski

styczeń, luty

Śnieg, piękne słońce i błękitne niebo. Narty i snowboard w Alpach, zimowe wędrówki po płaskim. W razie złej pogody kawiarnie, kino, muzea, baseny (szczególnie olimpijski) i termy w Erding.

marzec

Roztopy i lawiny dachowe (jak się za dużo śniegu nazbiera). Starkbierfest czyli święto mocnego piwa.

kwiecień

Definitywny koniec zimy, można znów mknąć rowerem po mieście. Kawiarnie wystawiają stoliki na ulicę, można znów wypić cappucino na świeżym powietrzu :) Pierwsze wiosenne wędrówki (np. razem z GOC). Pierwsza fala turystów z Włoch i Stanów po zimowej przerwie.

maj

Miesiąc lenistwa, co chwila wolne: Święta Pracy, Wniebowstąpienie, Zielone Świątki, na koniec Boże Ciało. Pod koniec maja otwierają baseny odkryte i zaczyna się lato i wszystko co z nim związane: przesiadywanie w ogródkach piwnych i w kawiarniach, opalanie się na piasku nad Isarą, wycieczki piesze i rowerowe, festyny uliczne i tłumy turystów z całego świata.

czerwiec

Letni festiwal Tollwood w Parku Olimpijskim. Piękna pogoda. Powoli nagrzewają się jeziora i otwierają kąpieliska. Poza tym Filmfest München, jeden z największych festiwali filmowych w Monachium, i mój osobiście ulubiony festyn irlandzki Green Farm w Hallbergmoos.

lipiec

Lato w pełni czyli festyny, ogródki, wędrówki, rowery itp. Dochodzi kino na wolnym powietrzu (Kino, Mond & Sterne, Open Air Kino, Kino am Olympiasee). W lipcu albo w sierpniu parada gejowsko-lesbijska CSD München. Niestety, pogoda gorsza niż w czerwcu, często pada, w końcu ktoś musi nawodnić zielone alpejskie łąki.

sierpień

Jeszcze popaduje, ale już wraca słońce. Z festynów najciekawsze Musik Sommer w Olympia Park i gejowski Hans-Sachs-Straßenfest (rekordowe zagęszczenie gejów na milimetr kwadratowy). Wreszcie znowu wolny dzień z okazji Wniebowzięcia Marii.

wrzesień

Kończy się lato i zaczyna się monachijska złota jesień, która potrwa mniej więcej do końca października. Najlepszy miesiąc na wędrówki w Alpach. W połowie września kończy się sezon basenów odkrytych i ogródków piwnych. Za to zaczyna się szczególny, wyjątkowy czas, niezaprzeczalnie największe święto w Monachium: Oktoberfest.

październik

Nadal słonecznie, często ciepłe dni. Jeszcze można chodzić po górach, ale powoli należy się przestawiać na zimowy tryb spędzania czasu czyli imprezy pod dachem. Święto Zjednoczenia Niemiec 3 października to dobra okazja na krótki wyjazd.

listopad

Najgorszy moment w całym roku. Alpejskie słońce chowa się za zasłoną chmur. Ciemno, szaro, ponuro. Z drugiej strony wreszcie czas, aby skorzystać z oferty kulturalnej. Czas odczytów, wystaw i koncertów wszelkiego rodzaju. Deutsches Museum i Pinakoteki przeżywają oblężenie. Domatorzy zapalają świece i włączają kino domowe. Pod koniec listopada zaczyna się zimowy festiwal Tollwood, przedsmak atmosfery świąt.

grudzień

Znika szarzyzna. Ponure ciemności rozświetlają światełka jarmarków świątecznych. Robi się kolorowo i wesoło, przy grzanym winie i kiełbaskach można znów spotkać znajomych, których się nie widziało od czasu zamknięcia ogródków piwnych. Tłumy przelewają się przez miasto w poszukiwaniu prezentów. Potem Boże Narodzenie i Sylwester z imprezą na Theresienwiese. A potem cykl zaczyna się od początku.


Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku 2010 !!!

niedziela, 13 grudnia 2009
Nowe technologie w M.
Jak spędzić niedzielę, kiedy na dworze ziębi? Można pójść do muzeum techniki vel Deutsches Museum. Tym bardziej, że doszła ostatnio nowa wystawa stała na temat nowych technologii pt "Zentrum Neue Technologien".



Poszliśmy. Okazało się, że nowe technologie to przezroczyste baterie słoneczne, giętkie tranzystory, ogniwa paliwowe i tłumiący hałas asfalt, ale przede wszystkim bio- i nanotechnologia. Mój ulubiony eksponat to olej z nanocząsteczkami żelaza - wygląda jak roztopiona czekolada, która sama płynie w stronę elektromagnesu...

Co ciekawe, wystawa pokazała też niechcący, jak zawodne są nowe technologie. Jedna trzecia ekranów dotykowych wyświetlała zamiast interaktywnych prezentacji okienko Windowsa z meldunkiem o błędzie...
środa, 02 grudnia 2009
Freddie
Byłem wczoraj w Sub (gejowskie centrum na Müllerstraße), akurat leciał koncert poświęcony pamięci Freddiego Mercurego z 1992 - jako oprawa muzyczna Dnia Walki z AIDS. Ktoś za barem zaczął mówić o swoim spotkaniu z Freddiem i zaczęły się wspominki.

Nie wiem, czy wiecie, ale w pierwszej połowie lat 80-tych Mercury kursował regularnie między Nowym Jorkiem i właśnie Monachium. Nagrał tutaj swój pierwszy solowy album "Mr. Bad Guy". Pewnie podobała mu się atmosfera wyluzowanej prowincji, mógł też odpocząć od "bycia gwiazdą". Pomieszkiwał u przyjaciółki, austriackiej aktorki Barbary Valentin. Może zresztą łączyło ich coś więcej, bo w podziękowaniach do "Mr. Bad Guy" dziękował jej "za wielkie cycki i złe zachowanie". Razem włóczyli się po knajpach. Do dzisiaj hotel i restauracja Deutsche Eiche szczyci się tym, że Freddie był jej stałym bywalcem, przy wejściu wisi specjalna gablotka. Freddiego można też było spotkać w nieistniejącej już gejowskiej dyskotece "Stud" przy Müllerstraße, bywał tam tak często, że gdy go brakowało, inni goście zaczynali się martwić, czy aby coś mu się nie stało.

Krótki filmik, w którym Freddie mówi, że wprawdzie przegapił karnawał w Rio, ale monachijski karnawał - Fasching - w zupełności mu to wynagrodził.



wtorek, 01 grudnia 2009
Światowy Dzień Walki z AIDS

Już 25 lat Münchner Aids-Hilfe...
23:57, ticotico
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2009
Hałas i nieporządek
Monachium uchodzi za niemieckie centrum snobizmu i drobnomieszczaństwa. I coś w tym jest. Na naszym osiedlu ostatnio zmienił się regulamin. Do niedawna wolno było muzykować codziennie w godzinach 8-12 i 15-20. Gdyby ktoś nie skojarzył: 12-15 to przerwa na poobiednią drzemkę, bo tutaj obiad je się w południe. Od teraz nie wolno grać na instrumentach w niedziele i święta, a w pozostałe dni maksymalnie 2 godziny dziennie. Poprawkę przegłosowało zgromadzenie właścicieli mieszkań z poparciem zarządu spółdzielni, który stwierdził, że "niedziela i święta to w Bawarii tradycyjnie czas absolutnego spokoju i odpoczynku". Była też propozycja, żeby zlikwidować wolnostojące stoły do tenisa, "bo gromadzą się tam nastolatki z piwem" i zmniejszyć plac zabaw, "bo hałas, harmider, już nawet przyjeżdżają obce wózki spoza osiedla". Te poprawki na szczęście nie przeszły, dzieci są w Niemczech traktowane jak święte krowy, ale i tak przeraziło mnie dążenie do uciszenia wszystkiego. Wyobraźcie sobie świat, w którym niczego nie wolno, panuje absolutny ład i porządek - oto bawarski raj.



Na szczęście istnieje, nawet w Monachium, tzw. alternatywa. Np. centrum Kafe Marat, którego mottem jest "więcej hałasu i nieporządku w naszym mieście". W obskurnie przytulnym i oblepionym hasłami wnętrzu można na chwilę zapomnieć o zakazach, wypić naprawdę tanie piwo i podyskutować. Są też koncerty, odczyty i dwa razy w miesiącu Queerkafe dla LGBT. Ot, tradycyjna zachodnia lewica...

Miałem jeszcze wymyślić jakąś sensowną pointę, ale niechże tym razem będzie bez. Niech żyje anarchia! Dobranoc...

poniedziałek, 16 listopada 2009
Nowy dylemat Kaczyńskiego
Westerwelle ryzykuje konflikt w koalicji dla dobrych stosunków z Polską. Teraz Lech Kaczyński będzie miał dylemat: podać mu rękę czy nie podać. Niby otwarty gej, ale jednak obrońca polskich granic :)
środa, 11 listopada 2009
jedenasty jedenasty jedenasta jedenaście
Dzisiaj, 11 listopada o godzinie 11:11 zaczęła się w Niemczech oficjalnie piąta pora roku.
23:26, ticotico
Link Dodaj komentarz »
Bieguni czyli run, Frodo, run!
Gościliśmy w Muffathalle Witkowskiego, gościliśmy Stasiuka. W tym roku przyjechała Tokarczuk z książką "Bieguni". Nigdy za nią nie przepadałem, trudno mi się było odnaleźć w tym, co pisze... Ale czytałem w prasie, jak bardzo się rozwinęła - co tu dużo mówić, właściwie Nike powinna mieć na drugie Olga. No to poszliśmy.



Najpierw dezorientacja - gdzie jest Tokarczuk? Zamiast krótko ostrzyżonej intelektualistki siedziała na scenie jakaś dredziara. Okazało się, że nastąpiła zmiana image'u.

Niestety, nie stylu. Po kilku fragmentach przypomniało mi się bardzo wyraźnie, za co nie lubię Tokarczuk. Nadęcie, wielosłowie i powtórzenia (o, właśnie tak, zawsze muszą być trzy człony). Powiało pseudo-głębią. Kiedy doszliśmy do fragmentu, w którym "biegunka" (dwuznaczność niezamierzona przez autorkę) mówi: "Biegnij, ruszaj się, uciekaj!", niewiele brakowało, żebyśmy wzięli tę radę do siebie. Ale wytrwaliśmy na posterunku, zahartowani przez niezliczone lekcje języka polskiego i film "Rejs".

Po obowiązkowej rundzie abstrakcyjnych pytań ("Czy język jest pani ojczyzną?") prowadząca p. Agnieszka Kowaluk zagrała jeszcze z autorką w zabawną grę pt. towarzystwo wzajemnej adoracji: "Ach, jaka wspaniała książka!", "Ależ Agnieszko, to twoja zasługa, jakie piękne wybrałaś fragmenty do czytania" itp itd. aż wreszcie mogliśmy wstać i wyjść.

Nie, nie żałuję, że poszedłem. Warto było skonfrontować wspomnienia z teraźniejszością. Warto było również z drugiego powodu. Po raz pierwszy usłyszałem tłumaczenie lepsze od oryginału. Co było w oryginale nadęte i przemądrzałe, w tłumaczeniu brzmiało prosto i naturalnie. Pewnie to efekt mniejszej wrażliwości na tekst w obcym języku. Być może też zasługa tłumaczki, Esther Kinsky. Na pewno aktorki, Wiebke Puls, która tekst niemiecki przeczytała mistrzowsko.

Teraz czekam na Gretkowską...
wtorek, 10 listopada 2009
20 lat bez muru


W Berlinie skończyła się wielka feta, dwadzieścia lat od upadku muru... Zrobiłem małą ankietę wśród znajomych i wynika z niej, że nasi południowcy z Bawarii i Szwabii niezbyt głęboko przeżywają tę rocznicę.

Matthias: Co mi przychodzi na myśl w dwudziestą rocznicę upadku muru? Dziwne, że to już dwadzieścia lat!

Andrea: Coś tam wtedy słyszałam w telewizji, ale, szczerze mówiąc, miałam inne problemy...

Steffen: Najwyższy czas zlikwidować podatek solidarnościowy...

Co roku, w rocznicę upadku muru pojawia się w mediach temat podatku solidarnościowego, 5,5% od dochodu. Co roku ktoś z Zachodu stwierdza, że podatek trzeba zlikwidować i co roku wschodniacy czują się urażeni.

Dwadzieścia lat temu nie było kłótni o pieniądze. Wręcz przeciwnie. Każdy obywatel NRD odwiedzający RFN otrzymywał na wejściu podarek w postaci okrągłej sumki - w roku upadku muru 100 marek zachodnioniemieckich. Kiedy mur zniknął, pieniądze trzeba było dowozić do Berlina ciężarówkami, bo zapobiegliwi obywatele NRD podarki masowo kasowali i chowali na czarną godzinę. Przy czym niektórzy kasowali je nawet dwukrotnie, raz na dowód i drugi raz jeszcze na paszport... Tak mi przynajmniej opowiadał w pracy kolega z Turyngii.

Teraz podarków już nie ma - podatek solidarnościowy służy głównie do łatania budżetu. W dodatku minister transportu Peter Ramsauer - rodem z jakże biednej Bawarii - chce, żeby zakończyć odbudowę wschodnich Niemiec i zająć się odbudową zaniedbanego Zachodu. Wschodnie Niemcy mają nowy powód do zmartwienia.

Ale jak powiedziała wczoraj w telewizji żona Honeckera, trochę złowieszczo: jeszcze wrócą dobre czasy.
poniedziałek, 05 października 2009
Już po wszystkim
Oktoberfest skończył się pięknym, słonecznym weekendem. Szkoda... Znowu cały rok trzeba będzie czekać na ten bajkowy czas. Zostały galerie zdjęć: Bawaria nieOBIEKTYwnie, Turyści na Wiesen, Hoże dziewoje i kawalerowie i wiele wiele wiele innych.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27