Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
środa, 10 grudnia 2014
Brawo Biedroń czyli na wschodzie zmiany
Znajoma udziela się przy organizacji festiwalu polskich filmów w Monachium Cinepol. Na jednej z imprez polonijnych roznosiła ulotki zapraszające na festiwal i usłyszała od starszego pana, siwego jak gołąbek:

- Wie pani, kto organizuje ten festiwal? Państwo? To niech mi pani powie, czemu wy pokazujecie takie antypolskie filmy? Myśmy byli w zeszłym roku i to wstyd coś takiego za granicą pokazywać, przecież to też Niemcy oglądają. Jak ja wyjeżdżałem z Polski 25 lat temu, to takich rzeczy w Polsce nie było...

Znajoma nie wypytywała dokładnie, o jakie rzeczy chodziło, ale podejrzewa, że pan miał na myśli film o miłości dwóch chłopaków ("Płynące wieżowce"), o nastoletniej matce ("Bejbi Blues") i o księdzu-geju ("W imię..."). W tym roku były podobne głosy na temat "Papuszy", bo film niby z Polski, ale przecież nie nasz, bo o Cyganach.

A tymczasem wygląda na to, że w Polsce coś się jednak zmieniło przez ostatnie 25 lat. Po sensacji w 2011, kiedy do parlamentu weszli Grodzka i Biedroń, w tym roku kolejny przełom. Kiedy opowiadali mi o tym rodzice, nie mogłem uwierzyć. A jednak: Robert Biedroń został burmistrzem Słupska, miasta liczącego bądź co bądź 90 tysięcy. Głosowało na niego 57% wyborców. Gratulacje dla nowego burmistrza i dla wyborców!

Co mi się najbardziej podoba w całej historii -- wygląda, że orientacja Biedronia po prostu nie miała znaczenia. Ludzie wybrali faceta, który obiecał do ratusza jeździć na rowerze, bo mieli dosyć gości traktujących miasto jak swoją własność. I co z tego, że facet jest gejem... Ach, upragniony powiew normalności!
czwartek, 07 sierpnia 2014
Definicja Polaka
Przyjaciel opowiedział mi ostatnio o urlopie w Egipcie. Byli tu i tam - ale gdzie by nie byli, Egipcjanie zawsze zagadywali ich po polsku.

W końcu nie wytrzymał:
- Jak nas rozpoznajecie?
- No, to proste.
- ???
- Wyglądacie jak Rosjanie, a ubieracie się jak Niemcy.

niedziela, 18 lipca 2010
Droga pani telewizjo czyli moja wersja EuroPride
Ojciec mojej koleżanki z podstawówki nakleił swego czasu na telewizorze napis "Wszystko kłamstwo". Napis miał przypominać o komunistycznej propagandzie i wzywać do czujności podczas oglądania telewizji.

Nie wiem, czy telewizor z napisem jeszcze stoi. Komunistyczna propaganda od dawna należy do przeszłości, ale natura nie znosi próżni, więc jej miejsce zajęła manipulacja, bardziej subtelna i wyrafinowana.

Wczoraj byliśmy na EuroPride w Warszawie. Zastanawialiśmy się, czy wziąć udział w tej imprezie. Przede wszystkim, mieliśmy spore obawy o własne bezpieczeństwo, nafaszerowani obrazami maszerujących tłumów wszechpolaków. Ale po tylu niemieckich paradach, w których wzięliśmy udział, postanowiliśmy wreszcie wesprzeć Polskę.

Dzień zaczął się piękny, nawet przesadnie, bo o 13-tej było już dobrze powyżej 30 stopni. Na Placu Bankowym kłębił się radosny, kolorowy tłum. Kolorowy przede wszystkim z powodu tęczowych flag - przebierańców i drag queen było nie za dużo, w końcu Polacy są grzeczni i porządni... A może po prostu nie chcieli prowokować?



Ruszyliśmy. Ja z lekką drżączką, zastanawiając się, z której strony polecą jajka czy kamienie. Idąc zauważyłem gdzieś w kącie placu małą grupkę otoczoną szczelnie kordonem policji. Coś tam skandowali, było parę podniesionych pięści, ale nie za bardzo było widać. Zresztą zaraz zostali z tyłu.



No i idziemy, idziemy, w tłumie. Po bokach przemykają policjanci w odblaskowych kamizelkach. A na chodnikach stoją ludzie. I patrzą, robią zdjęcia, machają. Z okien też się patrzą, ktoś trzyma tęczową chorągiewkę. Gdzie te jajka?



Po godzinie po prawej wreszcie grupka z "Zakazem pedałowania". Robię zdjęcia, ale ciężko to idzie, bo gapie i policjanci zasłaniają, a ich jest może ze 20 osób. No i już ich minęliśmy, po ptokach, więcej zdjęć nie będzie. "W tym roku i tak ich dużo", mówi znajomy Tomek z Warszawy. Dużo? To czego ja się bałem?



Naszym przeciwnikiem okazują się nie prawicowcy, a upał. Trasa zostaje lekko skrócona i po 16 docieramy na Plac Konstytucji, spaleni słońcem, zmęczeni, ale roześmiani i szczęśliwi. Gra muzyka z plaform, ludzie tańczą. Teraz przydałby się jakiś wielki koncert na placu, ale niestety organizatorzy nie przewidzieli. Więc powoli, powoli rozchodzimy się. Napompowani radosną energią. Że jesteśmy. Że jest nas tak dużo. Że mogliśmy głośno powiedzieć, o co nam chodzi, idąc ulicami Warszawy w słoneczny dzień.



Taka jest moja wersja. Inne wersje znajdziecie w Gazecie Wyborczej, na Homikach i w różnych innych miejscach. Np. na stronach różnych telewizji.

Taak. Tutaj mina mi zrzedła. Polsat: maszerujące tłumy wszechpolaków, wywiad z wszechpolakiem, dwie cioty. TVN: maszerujące tłumy wszechpolaków, szamotanina z policją, parę drag queen. TVP Info: wszechpolacy, drag queen, przebierańcy. Myślałby kto, że parada była jakąś bitwą między facetami w glanach i facetami na szpilkach. Bitwą bardziej krwawą niż pod Grunwaldem. W której wzięły udział dwie armie, ta wielka wszechpolska i ta mniejsza gejowska. A tymczasem wszechpolaków było tylko 300-tu, a parada liczyła 8 tysięcy!

Ale mogło być 100 tysięcy, tyle tylko, że telewizja polska, publiczna i komercyjna, zastrasza lesbijki i gejów pokazując im przerysowane obrazy przemocy. A konserwatywną część społeczeństwa podjudza obrazami drag queen i rozebranych facetów, których z tak wielkim trudem reporterzy wyszukali w tłumie normalniaków. Jedna wielka manipulacja, która od lat świetnie służy interesom rządzącej prawicy. No i oczywiście podniesieniu oglądalności.

Dlatego zachęcam: przyjedźcie za rok i przekonajcie się sami!
niedziela, 04 lipca 2010
Zgoda narodowa cyli strasna zaba
Zgoda buduje! Wspólnym wysiłkiem! Nie ma wolności bez solidarności! Taka jest prawda o Polsce!

Nie wiem, czy Komorowski był w seminarium, ale nieźle kopiuje styl kazania, same wielkie hasła, banały i pustosłowie. Gdzie jakieś konkrety dotyczące prezydentury? Czy naprawdę największym problemem Polaków jest brak zgody narodowej?

Tak mnie rozpuścił pobyt w Niemczech, tutaj też kandydaci obiecują gwiazdkę z nieba, a potem wypinają się na wyborców - ale obiecują konkrety - obniżenie podatków, lepszą edukację, zwiększenie pomocy socjalnej. A ja z kampanii Komorowskiego dowiedziałem się głównie, że ma pięcioro dzieci, czym odróżnia się od podejrzanego singla Kaczyńskiego. Nie cierpię Kaczyńskiego, ale uważam, że zarzucanie mu, że jest kawalerem (w podtekście: gejem) to najlepszy dowód, że Platforma od PiS-u różni się głównie nazwą. A poglądy obu partii są te same i jedynie słuszne...

Koniec marudzenia, ciekaw jestem, jak teraz Platforma rozwinie skrzydła i jak Polska pod jej rządami rozkwitnie. A na deser wierszyk, który mi przyszedł do głowy, kiedy słuchałem Komorowskiego. Wierszyk z roku 1936, czy coś się od tego czasu zmieniło???



KONSTANTY  ILDEFONS  GAŁCZYŃSKI

Strasna zaba
wiersz dla sepleniących

Pewna pani na Marsałkowskiej
kupowała synkę z groskiem
w towazystwie swego męza, ponurego draba;

wychodzą ze sklepu,
pani w sloch, w ksyk i w lament:
- Męzu, och, och! popats, popats, jaka strasna zaba!

Mąz był wyzsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
i mówi: - Zecywiście coś skace po trotuaze!

cy to zaba, cy tez nie,
w kazdym razie ja tym zainteresuję się;

zaraz zadzwonię do Cesława,
a Cesław niech zadzwoni do Symona -
nie wypada, zeby Warsawa
była na "takie coś" narazona.

Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;
a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
uządzono historycną urocystość;

ustawiono trybuny,
spędzono tłumy,
"Stselców" i "Federastów" -
słowem, całe miasto.

Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
i kiedy odgzmiały wsystkie "hurra",
Wysoka Figura zece tak:

- Wspólnym wysiłkiem ządu i społeceństwa
pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa -
panowie, do góry głowy i syje!

A społeceństwo: - Zecywiście,
dobze, ze tę zabę złapaliście,
wsyscy pseto zawołajmy: "Niech zyje!"


Niemcy nie Ameryka
Dwie baby wychodzą z konsulatu na Röntgenstraße, jedna ociera pot z czoła i z oburzeniem mówi do drugiej:

- A w Ameryce pewnie głosują na tego debila!
środa, 26 maja 2010
Kraków, Kraków i pokraków
Właśnie wróciliśmy z Krakowa. Był to wyjazd edukacyjny. Trochę dla nas, bo z Krakowa znaliśmy tylko Rynek, a i to w formie sprzed ponad dziesięciu lat. Ale bardziej chodziło o nich, naszych niemieckich znajomych, parę, z którą przewędrowaliśmy już wiele ścieżek i ścieżynek i zniszczyliśmy przy kawie wiele kawałków ciasta. Przy jednym z kolejnych kawałków, podczas kolejnej rozmowy o Polsce Kaczyńskich (motyw przewodni naszego życia w M.) wyszło na jaw, że koledzy wyobrażają sobie wyjazd praktycznie wszędzie, tylko nie do Polski, "bo tam się dyskryminuje gejów". Po czym polecieli do Istambułu. W związku z czym uknuliśmy chytry plan, najpierw pokaz slajdów o Krakowie w domu kultury Gasteig, potem parę kieliszków czerwonego wina i już mieliśmy w kieszeni podpisy pod oświadczeniem, że wybiorą się z nami do Polski.

Dlaczego nam tak zależało? Sam do końca nie wiem, chyba odezwała się urażona polskość. Jak to, wszędzie latają, a do Wielmożnej Ojczyzny nie? Podejrzewaliśmy, że za fasadą dumy gejowskiej kryją się zwykłe niemieckie uprzedzenia - że Kraków będzie brudny, że ich okradną, że jedzenie będzie do niczego - komunistyczne - aha, i że zostaną w biały zlinczowani na środku Rynku Głównego po tym, jak dadzą sobie całuska. To, że rzeczywistość jest bardziej ulotna i skomplikowana, jakoś nie dawało się im wytłumaczyć, szok wywołany cytatami z Kaczyńskich w Sueddeutsche był zbyt wielki.

Ale już pierwsza filiżanka czekolady na Rynku Głównym zrobiła swoje. Okazało się bowiem, że ma - cytuję - "szwajcarską jakość i czegoś takiego się w Monachium nie dostanie". Z całej reszty pamiętam jakieś przebłyski orgii kulinarnych przeplatanych wspinaniem się na schody kolejnych wież i oglądaniem ołtarzy, komnat i innych zabytków. Fanami Mleczarni i restauracji Ariel (obie na Kazimierzu) Matthiasi zostaną chyba już do końca życia.

Co najdziwniejsze, okazało się, że - przynajmniej na pierwszy rzut oka - w Krakowie jest wszystko, co Matthiasi tak cenią w Monachium. Zaciszna lesbjiska knajpka z dobrym jedzeniem - proszę bardzo, Cafe Młynek. Kluby - owszem, Cocon i LaF (wymsknęło im się, że nie spodziewali się żadnego klubu - "bo mówiliście, że Kraków jest konserwatywny!"). A że głupi ma szczęście (mówię o sobie), trafiliśmy jeszcze na sam środek Queerowego Maja i festiwal O Miłości Między Innymi. Trafił nam się łakomy kąsek - pierwszy film gejowski, z roku 1919, "Inaczej niż inni", ze świetną muzyką na żywo. Zabawne, rekonstrukcja filmu pochodzi z Filmmuseum München, ale w na monachijskim festiwalu LGBT "Verzaubert" pewnie nigdy jej nie obejrzymy, bo nie pasuje do masowo-komercyjnej koncepcji.

Mam teraz nadzieję, że Matthiasi zaczną mnie wspierać w tłumaczeniu niemieckim gejom: "'Mylisz się, w Polsce są kluby i organizacje, mimo Kaczyńskich i kościoła katolickiego". Bo tak naprawdę już mnie trochę drażni ciągłe udowadnianie, że nie pochodzę z Iranu.

A przy okazji, jeśli ktoś szuka trochę innego przewodnika po Krakowie dla niemieckich znajomych, to polecam Marty Kijowskiej "Krakau: Spaziergang durch eine Dichterstadt".
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Plemię
Tokarczuk trafiła w sedno: Znowu zaczynamy przypominać plemię.
sobota, 17 kwietnia 2010
Smutno, smutno...
Nie myślałem, że coś mnie jeszcze skłoni do powrotu na tę stronę. A jednak. Katastrofa w Smoleńsku i mnie zmusiła do refleksji.

Mądry Polak po szkodzie

Taka już polska mentalność. Wiem po sobie. Jakoś się zrobi, jakoś to będzie. A potem zdziwienie, nerwy, a w najgorszym przypadku płacz. Tak jak teraz. Niezależnie od przyczyn katastrofy narzuca się pytanie: kto pozwolił, żeby tyle znakomitości leciało jednym samolotem? Czyjaż to była ułańska fantazja? Nie dziwię się twórcom różnych teorii spiskowych, bo takie katastrofy po prostu się nie zdarzają. A nie zdarzają się dlatego, że organizatorzy myślą i rozważają różne, nawet najgorsze ewentualności. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby Obama zginął w katastrofie wraz z połową amerykańskiego senatu. Dlaczego cały naród musi przeżywać szok z powodu czyjejś bezmyślności?

Czucie i wiara

Polacy najwyższym szacunkiem darzą zbiorowy smutek i cierpienie. W imię żałoby są w stanie zjednoczyć się i zapomnieć o wszystkim, co było złe. I nie tylko taktownie przemilczeć, bo o zmarłych źle się nie mówi, ale naprawdę zapomnieć. Trudno nie zauważyć, jak bardzo to niebezpieczne. Katastrofa, szok, żałoba, i już ktoś, kogo się nie lubiło albo nie zauważało, staje się ideałem dobrego męża i ojca, ojcem narodu, którego złe media wystawiły za życia na pośmiewisko. Siedem dni żałobnych wspomnień wystarcza, żeby zmiękczyć serca najbardziej zagorzałych przeciwników, a co dopiero wszystkich niezdecydowanych. Powstaje legenda. Która po zakończeniu żałoby może służyć do tego, aby przeciwnikom i krytykom zamknąć usta, żeby ograniczyć demokratyczną wolność słowa.

"Może on naprawdę był dobrym człowiekiem, tylko media go tak oczerniały?", powiedziała mi niedawno koleżanka z Polski niepewnym tonem, kiedy rozmawialiśmy o śmierci Lecha Kaczyńskiego. Może był dobrym człowiekiem, ale czy był dobrym prezydentem? To pytanie pozostawiam otwarte.

Zawłaszczenie

Właśnie oglądam transmisję uroczystości z Warszawy. Zaczęła się tak, jak powinna: czytaniem listy ofiar i wspomnieniem o nich. A potem? Potem niemiecka stacja NT24 zakończyła transmisję, a ja przełączyłem na stronę GW i oglądałem dalej, z rosnącym niedowierzaniem. Ponieważ w stronę podestu zaczął płynąć strumień fioletowych postaci. A potem zaczęła się msza.

Dlaczego uroczystości żałobne zostały połączone z mszą? Czy nabożeństwo nie mogło odbyć się w katedrze warszawskiej zaraz po części oficjalnej, tak aby dać uczestnikom możliwość wyboru? Wciąż to samo, organizatorzy oficjalnych imprez nie chcą pamiętać o tym, że nie wszyscy Polacy są katolikami. Istnieją również niewierzący, ewangelicy, buddyści, żydzi i świadkowie Jehowy. Kościół katolicki zawłaszcza sobie przestrzeń publiczną za przyzwoleniem władz. To tak ma wyglądać rozdział kościoła od państwa? Czy naprawdę wszystkie ofiary życzyłyby sobie mszy na swoim pogrzebie, np. członkowie SLD? Ale nieżyjący nie mogą się bronić, tak samo ci, którzy przyszli pożegnać się z ludźmi, a muszą przeczekać rytuały poświecone jakiemuś obcemu bogu.

***

Dziwna katastrofa, dziwna żałoba, dziwne pożegnanie. Gdyby nie prawdziwe ofiary i prawdziwy żal po nich, to chyba trzeba by się zaśmiać gorzko.
wtorek, 29 września 2009
Nowy film Barei?
Szkoda, że Bareja nie żyje, pomysł na pewno by mu się spodobał.  Obchody EuroPride'u w lesie ze względu na rocznicę bitwy pod Grunwaldem byłyby jedną z najlepszych scen w "Misiu 3"... Ciekawe, czy znajdzie się jakiś młody reżyser, który kiedyś pokaże wszystkie absurdy RP?
wtorek, 01 września 2009
Reklama


Nie mogę uwierzyć... Rok 2009, podobno środek Europy, podobno nowoczesne państwo. W środku miasta olbrzymia, "pokrwawiona" płachta z przystojnym żołnierzem i słowem "Honor". Dzieło sztuki? Mój facet trafił w sedno jednym krótkim zdaniem: "To wygląda jak reklama wojny".

Wojna tragiczno-heroiczna, wojna pełna czerwonych maków i szlachetnego cierpienia. Poświęcenie dla ojczyzny, patriotyzm, zwycięstwo moralne. Okropny, nie do przełknięcia "Katyń" Wajdy. Dlaczego wciąż tak miesza się ludziom w głowach? Czy naprawdę chcemy, żeby dzieci w Polsce dalej bawiły się w czterech pancernych, tak jak my iks lat temu, i myślały, że wojna to taka fajna przygoda?

Trzeba dorosnąć. II wojna światowa była strasznym nieszczęściem, wydarzeniem, które zniszczyło życie milionów ludzi i którego skutki wiele rodzin odczuwa do dziś. Wojnę powinno się wspominać, ze smutkiem, w ciszy, a nie organizować huczne obchody patriotycznej dumy i tzw. honoru.

Jak ktoś trafnie stwierdził na forum GW: "honor był środkiem, którego używano, by ogłupić mięso armatnie". Chciałbym, żeby nowe pokolenia Polaków umiały honorowi powiedzieć "nie" i samodzielnie zastanowić się nad tym, co naprawdę ważne. I żeby w Warszawie znalazło się paru anarchistów i przemalowało żołnierza na cywila, a "Honor" na "Pamięć".
 
1 , 2 , 3 , 4