Zapiski pod wieloma względami emigranta
Zakładki:
Blogi gejowskie
Blogi niemieckie
Blogi obcokrajowe
Blogi rozmaite
Monachium
Pomoce emigranta
Racjonalizm, humanizm, ateizm
Różności
Ulubione radio
sobota, 29 listopada 2014
Cinepol, Cinepol !!!
Mocno, mocno to spóźnione, ale w końcu lepiej późno niż wcale:

Cinepol nr 4

Do niedzieli trwa jeszcze 4-ty Festiwal Filmu Polskiego w Monachium "Cinepol" (program na www.cinepol.de). Filmy, muzyka, fajni ludzie i spotkania z reżyserami (w niedzielę w południe brunch z Zanussim!). Aha, i jeszcze kubki z psem Jurkiem i grzane wino za jedyne 3,50 :)

Mały konkurs: Kto mnie na festiwalu rozpozna i zagadnie hasłem "ticotico", dostaje festiwalowy cocktail :) Do zobaczenia! :)
poniedziałek, 17 listopada 2014
Kuźnia Aguiler
Wczoraj znowu byłem na Kuźni Talentów. Lubię tę imprezę, nie dlatego, że mi się podoba, raczej wywołuje wspomnienia. Dzieciństwo, imprezy dla dzieci i młodzieży w Domu Kultury w małym miasteczku. Klony grupy Gawęda w kolorowych szmatkach na scenie. Pamiętam, że już w wieku dziesięciu lat wierciłem się z zażenowania, patrząc na te wszystkie występy :)

Wczoraj też się wierciłem, jeszcze jak. Atmosfera szkolnej akademii ku czci, panienki w czarnych miniówkach, wysokie obcasy i białe bluzki. Wszystko takie grzeczne i miłe, dozwolone od lat 3. A potem wychodzi jakiś klon Aguilery i zaczyna wyć, wykonując seksowne ruchy. Dobre polskie rodziny klaszczą. Te same rodziny, które oburzają się, że na festiwalu polskich filmów w Monachium (www.cinepol.de) pokazuje się antypolskie filmy o nastoletnich matkach albo o gejach. Bo wstyd coś takiego Niemcom pokazywać, co sobie o nas pomyślą. Jednak tu nie przeszkadza im, że amerykanizacja, tani seksapil itp. itd. Kupy się nie trzyma.

Mnie przeszkadzało, bo za Aguilerą nie przepadam i przyszedłem posłuchać czegoś po polsku. Ale na szczęście były jasne punkty. Zespół tańca Aluzja z Gorzowa zaskoczył mnie świetną, nowoczesną choreografią i profesjonalnym wykonaniem. Wróżę dziewczynom duże szanse na karierę w dorosłym życiu. I jeszcze Paulina Wróblewska, trochę inaczej, trochę subtelniej, powiew świeżości po zalewie taniej komercji.

Niestety, na zakończenie koncertu totalna katastrofa. Na scenę wychodzi jakiś facet i zaczyna kręcić tyłkiem, śpiewając hit disco polo "Ona tańczy dla mnie". Gdyby śpiewał "On tańczy dla mnie", to wszyscy wygwizdaliby go jako przegiętą ciotę i kuzyna Biedronia (przypominam, chodzi o wywijanie tyłkiem). A tak cała publiczność ożywa, klaszcze i również tańczy, siedząc w fotelach. Na koniec już nie mogą wysiedzieć i mamy owacje na stojąco, bo facet nie dość, że tańczy i śpiewa, to jeszcze niedawno się ożenił i żona jest na sali. Rodzina, miłość, biesiada, wszystko to porywa naszą publiczność. Facet jest jednoznacznie bohaterem wieczoru. Brawo, brawo.

W drodze do metra mijam trzy panie, jedna mówi: "Muzyka to jest coś pięknego, coś, co człowiek tworzy z łaski Bożej. Taniec, malarstwo...". Mijam je szybko, żeby nie usłyszały, jak się krztuszę.




sobota, 04 października 2014
Poranne oblężenie Wiesn
Monachium, sobota rano, godzina 8:30. Kolejne metro podjeżdża na Theresienwiese, pełne chłopaków w skórzanych spodenkach żujacych bułki z salami i rozgdakanych dziewczyn w sukienkach z fartuszkiem. Trzeba wcześnie wstać, żeby dostać się do namiotu w przedostatni dzień Oktoberfestu.
sobota, 02 stycznia 2010
Rok monachijski

styczeń, luty

Śnieg, piękne słońce i błękitne niebo. Narty i snowboard w Alpach, zimowe wędrówki po płaskim. W razie złej pogody kawiarnie, kino, muzea, baseny (szczególnie olimpijski) i termy w Erding.

marzec

Roztopy i lawiny dachowe (jak się za dużo śniegu nazbiera). Starkbierfest czyli święto mocnego piwa.

kwiecień

Definitywny koniec zimy, można znów mknąć rowerem po mieście. Kawiarnie wystawiają stoliki na ulicę, można znów wypić cappucino na świeżym powietrzu :) Pierwsze wiosenne wędrówki (np. razem z GOC). Pierwsza fala turystów z Włoch i Stanów po zimowej przerwie.

maj

Miesiąc lenistwa, co chwila wolne: Święta Pracy, Wniebowstąpienie, Zielone Świątki, na koniec Boże Ciało. Pod koniec maja otwierają baseny odkryte i zaczyna się lato i wszystko co z nim związane: przesiadywanie w ogródkach piwnych i w kawiarniach, opalanie się na piasku nad Isarą, wycieczki piesze i rowerowe, festyny uliczne i tłumy turystów z całego świata.

czerwiec

Letni festiwal Tollwood w Parku Olimpijskim. Piękna pogoda. Powoli nagrzewają się jeziora i otwierają kąpieliska. Poza tym Filmfest München, jeden z największych festiwali filmowych w Monachium, i mój osobiście ulubiony festyn irlandzki Green Farm w Hallbergmoos.

lipiec

Lato w pełni czyli festyny, ogródki, wędrówki, rowery itp. Dochodzi kino na wolnym powietrzu (Kino, Mond & Sterne, Open Air Kino, Kino am Olympiasee). W lipcu albo w sierpniu parada gejowsko-lesbijska CSD München. Niestety, pogoda gorsza niż w czerwcu, często pada, w końcu ktoś musi nawodnić zielone alpejskie łąki.

sierpień

Jeszcze popaduje, ale już wraca słońce. Z festynów najciekawsze Musik Sommer w Olympia Park i gejowski Hans-Sachs-Straßenfest (rekordowe zagęszczenie gejów na milimetr kwadratowy). Wreszcie znowu wolny dzień z okazji Wniebowzięcia Marii.

wrzesień

Kończy się lato i zaczyna się monachijska złota jesień, która potrwa mniej więcej do końca października. Najlepszy miesiąc na wędrówki w Alpach. W połowie września kończy się sezon basenów odkrytych i ogródków piwnych. Za to zaczyna się szczególny, wyjątkowy czas, niezaprzeczalnie największe święto w Monachium: Oktoberfest.

październik

Nadal słonecznie, często ciepłe dni. Jeszcze można chodzić po górach, ale powoli należy się przestawiać na zimowy tryb spędzania czasu czyli imprezy pod dachem. Święto Zjednoczenia Niemiec 3 października to dobra okazja na krótki wyjazd.

listopad

Najgorszy moment w całym roku. Alpejskie słońce chowa się za zasłoną chmur. Ciemno, szaro, ponuro. Z drugiej strony wreszcie czas, aby skorzystać z oferty kulturalnej. Czas odczytów, wystaw i koncertów wszelkiego rodzaju. Deutsches Museum i Pinakoteki przeżywają oblężenie. Domatorzy zapalają świece i włączają kino domowe. Pod koniec listopada zaczyna się zimowy festiwal Tollwood, przedsmak atmosfery świąt.

grudzień

Znika szarzyzna. Ponure ciemności rozświetlają światełka jarmarków świątecznych. Robi się kolorowo i wesoło, przy grzanym winie i kiełbaskach można znów spotkać znajomych, których się nie widziało od czasu zamknięcia ogródków piwnych. Tłumy przelewają się przez miasto w poszukiwaniu prezentów. Potem Boże Narodzenie i Sylwester z imprezą na Theresienwiese. A potem cykl zaczyna się od początku.


Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku 2010 !!!

niedziela, 13 grudnia 2009
Nowe technologie w M.
Jak spędzić niedzielę, kiedy na dworze ziębi? Można pójść do muzeum techniki vel Deutsches Museum. Tym bardziej, że doszła ostatnio nowa wystawa stała na temat nowych technologii pt "Zentrum Neue Technologien".



Poszliśmy. Okazało się, że nowe technologie to przezroczyste baterie słoneczne, giętkie tranzystory, ogniwa paliwowe i tłumiący hałas asfalt, ale przede wszystkim bio- i nanotechnologia. Mój ulubiony eksponat to olej z nanocząsteczkami żelaza - wygląda jak roztopiona czekolada, która sama płynie w stronę elektromagnesu...

Co ciekawe, wystawa pokazała też niechcący, jak zawodne są nowe technologie. Jedna trzecia ekranów dotykowych wyświetlała zamiast interaktywnych prezentacji okienko Windowsa z meldunkiem o błędzie...
środa, 02 grudnia 2009
Freddie
Byłem wczoraj w Sub (gejowskie centrum na Müllerstraße), akurat leciał koncert poświęcony pamięci Freddiego Mercurego z 1992 - jako oprawa muzyczna Dnia Walki z AIDS. Ktoś za barem zaczął mówić o swoim spotkaniu z Freddiem i zaczęły się wspominki.

Nie wiem, czy wiecie, ale w pierwszej połowie lat 80-tych Mercury kursował regularnie między Nowym Jorkiem i właśnie Monachium. Nagrał tutaj swój pierwszy solowy album "Mr. Bad Guy". Pewnie podobała mu się atmosfera wyluzowanej prowincji, mógł też odpocząć od "bycia gwiazdą". Pomieszkiwał u przyjaciółki, austriackiej aktorki Barbary Valentin. Może zresztą łączyło ich coś więcej, bo w podziękowaniach do "Mr. Bad Guy" dziękował jej "za wielkie cycki i złe zachowanie". Razem włóczyli się po knajpach. Do dzisiaj hotel i restauracja Deutsche Eiche szczyci się tym, że Freddie był jej stałym bywalcem, przy wejściu wisi specjalna gablotka. Freddiego można też było spotkać w nieistniejącej już gejowskiej dyskotece "Stud" przy Müllerstraße, bywał tam tak często, że gdy go brakowało, inni goście zaczynali się martwić, czy aby coś mu się nie stało.

Krótki filmik, w którym Freddie mówi, że wprawdzie przegapił karnawał w Rio, ale monachijski karnawał - Fasching - w zupełności mu to wynagrodził.



piątek, 27 listopada 2009
Hałas i nieporządek
Monachium uchodzi za niemieckie centrum snobizmu i drobnomieszczaństwa. I coś w tym jest. Na naszym osiedlu ostatnio zmienił się regulamin. Do niedawna wolno było muzykować codziennie w godzinach 8-12 i 15-20. Gdyby ktoś nie skojarzył: 12-15 to przerwa na poobiednią drzemkę, bo tutaj obiad je się w południe. Od teraz nie wolno grać na instrumentach w niedziele i święta, a w pozostałe dni maksymalnie 2 godziny dziennie. Poprawkę przegłosowało zgromadzenie właścicieli mieszkań z poparciem zarządu spółdzielni, który stwierdził, że "niedziela i święta to w Bawarii tradycyjnie czas absolutnego spokoju i odpoczynku". Była też propozycja, żeby zlikwidować wolnostojące stoły do tenisa, "bo gromadzą się tam nastolatki z piwem" i zmniejszyć plac zabaw, "bo hałas, harmider, już nawet przyjeżdżają obce wózki spoza osiedla". Te poprawki na szczęście nie przeszły, dzieci są w Niemczech traktowane jak święte krowy, ale i tak przeraziło mnie dążenie do uciszenia wszystkiego. Wyobraźcie sobie świat, w którym niczego nie wolno, panuje absolutny ład i porządek - oto bawarski raj.



Na szczęście istnieje, nawet w Monachium, tzw. alternatywa. Np. centrum Kafe Marat, którego mottem jest "więcej hałasu i nieporządku w naszym mieście". W obskurnie przytulnym i oblepionym hasłami wnętrzu można na chwilę zapomnieć o zakazach, wypić naprawdę tanie piwo i podyskutować. Są też koncerty, odczyty i dwa razy w miesiącu Queerkafe dla LGBT. Ot, tradycyjna zachodnia lewica...

Miałem jeszcze wymyślić jakąś sensowną pointę, ale niechże tym razem będzie bez. Niech żyje anarchia! Dobranoc...

poniedziałek, 05 października 2009
Już po wszystkim
Oktoberfest skończył się pięknym, słonecznym weekendem. Szkoda... Znowu cały rok trzeba będzie czekać na ten bajkowy czas. Zostały galerie zdjęć: Bawaria nieOBIEKTYwnie, Turyści na Wiesen, Hoże dziewoje i kawalerowie i wiele wiele wiele innych.
piątek, 25 września 2009
Inwazja pożeraczy ciał
W mieście trwa stan wyjątkowy - place i ulice opustoszały, centrum wygląda na całkiem wymarłe. Barwne tłumy ciągną na Theresienwiese, faceci w spodenkach i kraciastych koszulach, dziewczyny w wiejskich sukienkach z fartuszkiem. Tylu atrakcyjnych łydek i kuszących dekoltów nie widzieliśmy tu już od roku :) Do tego jeszcze piękna pogoda, polska złota jesień, która, jak się przekonaliśmy już dawno, jest równie złota i łagodna w Bawarii.

Powiedziałem "łagodna"? Dla ludzi, którzy pracują na Wiesen, Oktoberfest to czas wyjęty z życiorysu. Znajomy kucharz z Hofbräuhaus codziennie od siódmej rano do dziewiątej wieczorem patroszy kurczaki, kelnerzy uwijają się w hałasie i ścisku od dziewiątej aż do zamknięcia namiotów o jedenastej w nocy. Potem następuje zakrapiana impreza, personel trafia do domu o północy i bladym świtem wraca na miejsce pracy. To, że ktokolwiek taki reżim wytrzymuje, jest najlepszym dowodem na magiczną siłę pieniądza, a zwłaszcza dużych pieniędzy. Kelnerzy i kelnerki są ponoć w stanie zarobić 10-15 tysięcy euro, kucharze wprawdzie mniej, bo odpadają napiwki, ale również nieźle. Znajomy znajomego przyjeżdża co roku z Ekwadoru, żeby kelnerować w namiocie Löwenbräu, po czym przez cały rok żyje z oszczędności. Krążą też plotki o lekarzach, którzy biorą dwutygodniowy urlop na czas Oktoberfestu i dorabiają roznosząc piwo. :)

Jeśli ktoś naprawdę nienawidzi Oktoberfestu, to są to kaczki i kurczaki. W roku 2008 goście pochłonęli prawie 460 tysięcy kurzych istnień. Dreszcz przechodzi po plecach, kiedy się widzi ten niekończący się ciąg tac z połówkami kurczaka... Dla drobiu Wiesen to symbol masowej zagłady.
sobota, 19 września 2009
W niedzielę Bräurosl
Przeleciał burzowy lipiec, słoneczny sierpień, zimny wrzesień i już dotarliśmy. Znowu miasto wkracza w stan wyjątkowy - zaczyna się Oktoberfest.

Już od tygodnia widać na ulicach skórzane spodenki i wiejskie sukienki (dirndle), bo pełno jest imprez "przygotowawczych". Hotele i schroniska pękają w szwach, podobno najlepszy interes w Monachium to wynajmować pokoje w czasie Oktoberfestu. Kto może, odwiedza znajomych, już od tego i owego słyszałem, że przyjeżdzają goście na Wiesn (tak się nazywa monachijski Oktoberfest). Do nas też przyjeżdzają. Jutro będzie pobudka o siódmej rano, pojedziemy na Theresienwiese i spędzimy gejowsko-lesbijską niedzielę w namiocie Bräurosl (czyt. brojrosl). Jeśli mieszkasz w Monachium i już dawno nie widziałeś kogoś ze swoich gejowskich znajomych - żaden problem, spotkacie się na sto procent w pierwszą niedzielę Oktoberfestu w Bräurosl...

W zeszłym roku było zabawnie. Pierwsza niedziela festynu to przemarsz orkiestr i najrozmaitszych grup w strojach ludowych (Trachtenumzug). Przyjeżdżają też grupy z zagranicy. Po paradzie, około 12-13, każda grupa udaje się do jednego z namiotów na poczęstunek, namiot Bräurosl też przyjmuje gości. No i wyobraźcie sobie, kto trafił do naszego namiotu, pełnego całujących się facetów? Grupa monachijskiej Polonii, wielka muzykująca rodzina w pięknych łowickich strojach i grupa z Włoch, czyli przystojni faceci w kolorowych rajtuzach (takie mają stroje ludowe...). Obie grupy były podobnie zdezorientowane, tyle że strategią Polaków było ignorować całą sytuację, natomiast Włosi bardziej otwarcie wyrażali swoją dezaprobatę. Ale cóż, obie grupy musiały przetrwać tę przymusową lekcję tolerancji. I przetrwały. I kto wie, może jakiś kawaler z Łowicza przyjdzie w tym roku do namiotu prywatnie? :)

Jeśli przeżyję litry piwa, dym, hałas i zamieszanie, to napiszę wam, czy przyszedł i co z tego wynikło :) A tymczasem obejrzyjcie sobie filmik...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6